ROZDZIAŁ V
Książę z bajki
Daisy
Obudziłam się
zlana zimnym potem.
I przerażona.
Nawet nie
pomyślałam. Nie mogłam skoordynować moich kończyn. Więc kiedy się ruszyłam,
spadłam z łóżka, prosto na podłogę. Przeczołgałam się w połowie odległości do
drzwi do mojej sypialni, zanim znalazłam swoje stopy.
Kiedy to zrobiłam,
pobiegłam do jadalni, gdzie zostawiłam torebkę. Wyrwałam komórkę i pobiegłam z
powrotem do sypialni, zatrzaskując drzwi, zamykając zamek, tak zagubiona w
głowie, że, kiedy przebiegłam przez pokój, rzuciłam się na łóżko, spadając na
nie, ale się nie wahając.
Wgramoliłam się po nim i zeskoczyłam na drugą
stronę, uderzając rękami o podłogę. Komórka wbiła się w moją dłoń, a ja po
prostu szłam dalej. Moje kolana spadły z łóżka, uderzając w podłogę, doczołgałam
się do kąta - odwróciłam się, przycisnęłam plecy do ściany, uniosłam ochronnie
kolana przede mną i pogrzebałam telefon, gdy przyłożyłam go do twarzy.
Otworzyłam go i zobaczyłam, jak drży w mojej
dłoni, gdy szukałam numeru, który zaprogramowałam, bez względu na to, czy
wiedziałam, że to głupota.
Cieszyłam się, że to zrobiłam.
Uderzyłam go, przyłożyłam telefon do ucha i
poczułam, jak drży przy głowie.
Słyszałam, jak dzwoni.
Zadzwonił cztery razy i za każdym razem chciałam
krzyczeć, zanim usłyszałam głęboki męski głos mówiący - „Tak?”
„M-M-Marcus, nie-nie… Właśnie… miałam…” -
przełknęłam.
„Daisy” - stwierdził z naciskiem - „jest tam
ktoś?”
„Ja, nie, ja… t-t-t-aa-k… hmmm, nie.”
Nie miało to sensu i nawet o tym nie wiedziałam.
Byłam zbyt zajęta uświadamianiem sobie, że szczękały mi zęby, a co gorsza, że nie
mogłam nic z tym zrobić.
Wyczułam niejasno, że brzmiał, jakby był w
ruchu, gdy zapytał - „Gdzie jesteś?”
„S-s-sypial…nia”.
„Zostań tam. Za kilka minut mężczyzna, którego
tam mam, będzie w twoim mieszkaniu. Nazywa się Louie. Zawoła swoje imię, żebyś
wiedziała, że tam jest. Nie podejdzie. Będę tam tak szybko, jak tylko będę
mógł.”
„O-o-okay”.
„Najszybciej, jak mogę, kochanie. Tak?”
„T-tak”.
„Muszę się teraz rozłączyć.”
„Tak.”
„Zaraz tam będę” - szepnął.
„Tak” - powtórzyłam, nie mogąc nic więcej
powiedzieć, drżąc tak bardzo, że dygotałam.
Słyszałam rozłączenie, jakby było daleko, a
nie tuż przy moim uchu, ale nie zabrałam telefonu. Trzymałam go tam, aż moja
ręka opadła w dół, a telefon nadal był otwarty i patrzyłam przez ciemność na
drzwi.
„To Louie!” - usłyszałam krzyk z mojego salonu
i podskoczyłam, cicho krzycząc, przycisnęłam kolana mocno do klatki piersiowej
i obejmując je ramionami - „Wszystko sprawdzone!” - krzyknął - „Wszystko dobrze! Pan Sloan jest w
drodze.”
Nie powiedziałam dziękuję. Nic nie powiedziałam.
Również nic nie pomyślałam.
Nie pomyślałam o tym, jaką byłam suką dla
Marcusa po tym, jak on był dla mnie tylko miły i cierpliwy. Wysyłał mi stokrotki.
Przyniósł mi Dom. Był delikatny i słodki.
Od tamtego wieczoru minął tydzień i nic od
niego nie słyszałam. Nic o nim nie wiedziałam.
Ale stokrotki wciąż się pojawiały.
Kiedy to robiły, wydawało mi się, że
zapomniał, że je wysyła i, gdy tylko pokaże się rachunek, anuluje je. Nie
pozwoliłam sobie na dalsze przemyślenia.
Chciałam zadzwonić z kilku powodów.
Przeprosić. Na przykład to powinna zrobić
dobra kobieta z Południa.
Ale to było to, co chciałam zrobić. Ja. Daisy.
Dla niego. Marcusa. Zrobić to lepszym. Aby to
cofnąć.
Dać mu znać, że chcę być jak Shelby ze Stalowych Magnolii. Silna jak ona.
Wystarczająco silna, by wiedzieć, że lepiej było mieć coś wspaniałego niż przez
całe życie po prostu nic.
Następnie wyjaśnić mu, że musiał odejść,
ponieważ nie mogłam sobie pozwolić na odrobinę czegoś wspaniałego, wiedząc, że
zostanie mi to odebrane.
Po prostu nie byłam taka silna.
Nie chodziło tylko o mężczyznę takiego jak
Stretch, który wiedział, że nie powinien zostawiać mnie z matką, ale i tak to
robił. Może dlatego, że nie miał do mnie prawa. Ale tak sądziłam, głównie
dlatego, że on też nie był wystarczająco silny.
I nie chodziło tylko o to, że panna Annamae
dała mi wszystko, czego potrzebowałam, by żyć dobrze, ale nie była w pobliżu
wystarczająco długo, abym jej pokazała, że słuchałam każdego słowa.
Chodziło o bycie taką dziewczyną, której
jedyną dobrą rzeczą, jaką dał jej mężczyzna, była naprawdę fantastyczna praca z
cyckami i bez względu na to, jak dużo walczyła, drapała i pracowała, aby
uzyskać odrobinę spokoju w swoim życiu i tak została zgwałcona na asfalcie
parkingu.
Więc nie dzwoniłam do Marcusa. Nie przeprosiłam.
Nie wyjaśniłam. Pomyślałam, że najlepiej będzie go zostawić.
Nie obchodziło mnie, czym on zarabiał na
życie. Zasługiwał na coś lepszego.
Dużo, dużo lepszego niż ja.
Siniaki zniknęły, większość zadrapań się
zagoiła i miałam zamiar wrócić na scenę w następną sobotę.
Chciałam to zrobić tej nocy, ale Smithie nie
był wielkim fanem tego pomysłu. Chciał, żebym wzięła więcej czasu. Chciał,
żebym porozmawiała z jakąś kobietą, którą znalazła LaTeesha, kobietą o imieniu
Bex, która pracowała w jakimś ośrodku kryzysowym dla ofiar gwałtów. A potem
chciał, żebym dała mu miesiąc lub dwa, wciąż z płatnym urlopem, a także chciał,
żebym zamieszkała z nim i LaTeesha na jakiś czas.
Postawiłam się, tupnęłam nogą. Pokłóciliśmy
się.
Po tym, jak podzielił się mną, że byłam
wrzodem na jego tyłku, poddał się, ale tylko pod warunkiem, że dam mu jeszcze
tydzień.
Mogłam to zrobić, więc się zgodziłam.
Ale o tym nie myślałam. Nie teraz, kiedy kuliłam
się na tyłku w kącie mojej ciemnej sypialni, kiedy jakiś mężczyzna, którego nie
znałam był w moim salonie, bo inny mężczyzna, którego obraziłam, obserwował
moje mieszkanie, aby zapewnić mi bezpieczeństwo.
Po prostu patrzyłam przez ciemność na drzwi,
robiąc to jak głupiec, którym byłam, tchórz, trzęsący się na tyłku w ciemności.
Usłyszałam szarpnięcie klamki w drzwiach, a
potem Marcus wołający - „Zostań tam, gdzie jesteś, kochanie”.
Nie było to trudne, ponieważ nie mogłam się
ruszyć.
Było trochę przytłumionego skrobania, zanim
światło wlało się z salonu, gdy drzwi się otworzyły i skrzywiłam się na
jasność. Prawie zanim oświetliła pokój, zniknęła i patrzyłam, jak wysoki cień
Marcusa zbliża się do mnie.
Myślałam, że się zatrzyma, skoro już tam jest,
jego mężczyzna na zewnątrz, więc próbowałam się opanować. Poczułam, jak mnie
ogarnia upokorzenie kulenia się w kącie, które właśnie zaczynało świtać.
Nie stanął.
Dotarł do mnie, pochylił się nisko, podniósł
mnie i natychmiast zszedł na dół. Usadził się dokładnie tak, jak ja byłam w
kącie, ale bez drżenia i ze mną na kolanach, trzymaną blisko jego klatki
piersiowej, owijając jedno ramię ciasno wokół mnie, drugie pochylone w górę
moich pleców, palce w moich włosach, przyciskając moją twarz do jego gardła.
Czułam jego siłę. Jego ciepło. Pachniał nutą
wody kolońskiej.
„Co się stało?” - zaszeptał - „Koszmar?”
Na to słowo nadeszło, a ja nie byłam
wystarczająco silna, by to odpędzić.
A ponieważ nie byłam, nie mogłam się
powstrzymać.
Nawet nie czułam, że to robię.
Ale zrobiłam to.
Wbiłam się w niego, ściskając jego sweter w pięści,
wpychając się w niego, jakbym chciała, żeby jego ciało mnie wsiąkło i zabrało
strach, wstyd, życie, które było w większości nieszczęściem.
„Okej, okej” - uspokajał, zacieśniając uścisk
- „Ćśś. Jestem tutaj. Tutaj, kochanie.”
„Muszę… Muszę zbudować swój zamek” -
powiedziałam mu bezmyślnie.
„Przepraszam?”
„Ale nie mogę. Nie mogę już budować zamków.
Nie mam tego w sobie.”
Nieświadomie się kołysałam.
„Zamki?”
Wsunęłam mu twarz do gardła i dalej się
kołysałam.
„Fosa. Duże drzwi z ćwiekami, przez które nikt
nie może się przebić. Kamień grubości metra. Zapewniał mi bezpieczeństwo.
Zapewniał mi bezpieczeństwo.” - Brzmiałam, jakbym intonowała, ale to nie miało
znaczenia. Nie byłam nawet świadoma tego, co mówię - „Buduję zamki, aby
zapewnić mi bezpieczeństwo” - Ciężko przełknęłam. Bolało i wydawało się, że
Marcus też to poczuł, ponieważ jego ramiona stały się jeszcze mocniejsze i
przejął mnie kołysaniem - „Tylko w mojej głowie. Zawsze o nich myślałam. Więc
nie mogły zapewnić mi bezpieczeństwa.”
„Jesteś teraz bezpieczna”.
„Nigdy nie byłam bezpieczna”.
Przesunął się, jego ramiona złożyły mnie w
sobie, więc byłam małą kulką Daisy przytuloną do niego - „Okej, kochanie, ale
teraz jesteś bezpieczna”.
„Chcę w to uwierzyć. Chcę wierzyć w zamki.”
„Uwierzysz” - szepnął.
„Chcę wierzyć”.
„Uwierzysz, Daisy.”
Nic nie powiedziałam. Jego ciepło, zapach i
ramiona wokół mnie, kołyszące mnie delikatnie swoim ciałem, zaczęły mnie przenikać
i wepchnęłam się głębiej.
Drżenie ustąpiło, mój umysł wygasł, powieki
były ciężkie, kiedy usłyszałam pytanie Marcusa - „Czy w swoim zamku miałaś księcia z bajki?”.
Poddając się walce, zamknęłam oczy, wymamrotałam
- „Nie ma księcia z bajki dla dziewczyny takiej jak ja”.
Po tych słowach zasnęłam.
*****
Otworzyłam oczy i zobaczyłam stokrotki.
Ale poczułam bekon.
Położyłam się na plecach w łóżku i wpatrywałam
się w sufit i wspomnienia poprzedniej nocy obmyły mnie.
„Cholera” - wymamrotałam.
Odwróciłam się ponownie na brzuch, chwytając
drugą poduszkę i wciskając w nią twarz.
Poczułam zapach wody kolońskiej Marcusa.
„Cholera” - powtórzyłam, ale dźwięk był
przytłumiony, jak „Chfft”.
Odepchnęłam poduszkę od siebie, znowu się
przyturlałam i wyskoczyłam z łóżka.
Poszłam do łazienki, zapaliłam światło i
podeszłam do lustra. Zajrzałam do niego.
Cóż, przynajmniej to było dobre.
Jak każda dobra kobieta z Południa, miałam
bujne włosy. I jak każda dziewczyna, która znała dobre włosy, wiedziała, że jeśli
nie myłaś ich codziennie ten naturalny produkt, który dał ci Bóg, sprawiał, że
każdego dnia wyglądały coraz lepiej. Byłam w trzecim dniu. Moje włosy wyglądały
na pełne, loki, w które układałam je gorącymi wałkami, wciąż były sprężyste,
ale teraz trochę rozczochrane i urocze. Nie wspominając o jednej z niewielu
dobrych rzeczy, które dała mi moja mama - promiennej skórze, wyglądającej po
prostu tak (nawet gdybym miała cienie pod oczami).
Otworzyłam szufladę i złapałam gumki do
włosów. Używając ich, ujarzmiłam swoje loki w warkocze.
Następnie przeszłam do rutyny: szczotkowanie
zębów, nitkowanie, oczyszczanie z peelingiem, szczotkowanie rzęs i wygładzenie
brwi.
I chociaż miałam na sobie tylko jedwabną piżamę
(szorty z głęboką, głęboką krawędzią wydrążonej koronki i koszulkę z tej samej,
ale krótszej krawędzi koronki u góry i śliczne kremowe kokardki na biodrach, reszta
to wszystko w odcieniu pistacji) wyszłam z łazienki i skierowałam się prosto do
kuchni.
Marcus był przy kuchence. Miał na sobie inny
sweter z dekoltem w szpic, ten był jasnoniebieski i inną parę dżinsów, które
nie były sprane, ale też nie były wyblakłe.
Jego stopy były bose. Włosy miał lekko
potargane. I chciałabym powiedzieć, po upokorzeniu, jakie wywołał mój dramat
zeszłej nocy, że jego wygląd przy patelni w mojej kuchni nie sprawił, że poczułam
to mojej piczce.
Ale to byłoby kłamstwo.
Całkowicie to, jak on wyglądał w mojej kuchni,
poczułam w mojej piczce.
Jego oczy powędrowały do mnie.
O tak.
Prosto w piczce.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale
widząc wyraz jego twarzy, wszystkie słowa utknęło mi w gardle i całkowicie
przestałam oddychać.
„Chodź tutaj” - rozkazał delikatnie.
Moje stopy zabrały mnie tam.
Wciąż z widelcem w dłoni, drugie ramię owinął
wokół mnie i przyciągnął mnie do siebie tak, że mój przód był przyciśnięty do
jego boku i schylił brodę, by nie spuszczać ze mnie wzroku.
„W porządku?” - zaszeptał.
Skinęłam głową.
„Głodna?” - zapytał.
Ponownie skinęłam głową.
„Dobrze” - mruknął, ściskając mnie i zwracając
uwagę na bekon.
Przesuwał go na patelni, a ja patrzyłam w
dziwnej mgle, jak to robi. Ale mgiełka, jak zwykle bywa, nawet ta, którą miałaś
w kuchni będąc przyciśnięta blisko gorącego faceta, została usunięta.
Odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam - „Marcus
…”
W chwili, gdy jego imię przeszło przez moje
usta, ponownie schylił brodę, a ja zacisnęłam usta na nowy wyraz jego oczu.
„Mam mężczyznę, który go szuka. Wynająłem
prywatnego detektywa, żeby go szukał. I dwóch moich kolegów go szuka. Gdy
któryś z nich go znajdzie, nie wezmą go na policję. Przyprowadzą go do mnie. I załatwię
to z nim osobiście.”
O.
Mój.
„Jak zamierzasz to zrobić?” - spytałam cicho.
„Zamierzam wbić mu kulę w czoło.”
O mój!
Gapiłam się na niego.
„W międzyczasie” - ciągnął dalej, jakby nie
tylko powiedział mi, że planuje zabić mojego gwałciciela - „chociaż myślę, że
teraz już wiesz, nie jesteś w niebezpieczeństwie. Jesteś doglądana przez
dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zawsze mam przy sobie mężczyznę. Kiedy
przymierzasz buty. Kiedy robisz zakupy spożywcze. Kiedy jesteś w tym mieszkaniu
i oglądasz filmy. Nikt, kogo nie chcesz blisko ciebie, nie zbliży się do ciebie.”
Po dostarczeniu tego spojrzał na bekon i
obrócił go.
Patrzyłam bez słowa, jak to robi.
Kiedy skończył, poczułam, jak jego spojrzenie
wraca do mnie i oddałam mu swoje.
„Czy to zrozumiałe?” - zapytał.
„O tak.”
„Dobrze. Doskonale. Następny temat. Chcę,
żebyś wprowadziła się ze mną do mojego mieszkania.”
Ocho.
„O nie.”
„Daisy …”
„Kochanie, jesteś na wszelkie sposoby słodki.
Byłeś na wszelkie sposoby słodki. Nawet po tym, jak byłam dla ciebie suką i nie
zasłużyłeś na to.”
„Przechodzisz przez duże spraw”.
„Wciąż na to nie zasłużyłeś”.
Pochylił głowę, przyznając rację, jak tylko
dżentelmen.
Panie.
„I doceniam to” - kontynuowałam - „Ostatnia
noc nie była dobra. Ale stało się i teraz mogę to zablokować. Obiecuję.
Przysięgam. Wiele dla mnie znaczy, że podniosłeś słuchawkę, kiedy zadzwoniłam.
Czuję się źle, że to zrobiłam, wyciągając cię z łóżka w środku nocy, ale było
dobrze, że wstałeś i zrobiłeś to tak słodko. Ale ja to zablokuję. To jest
pewne. Więc teraz czuję się dobrze i nie zamierzam się do ciebie wprowadzać”.
„W takim razie wprowadzę się do ciebie.”
„Marcus …”
Zsunął bekon z palnika, wyłączył go, odłożył
widelec na bok, a następnie całkowicie obrócił się we mnie, obejmując mnie
drugą ręką.
„Ostatnia noc nie była dobra, Daisy. Ostatnia
noc była zła. Przez ten czas, który
zajęło mi dotarcie do ciebie, wystarczyło jedno spojrzenie na ciebie w tym
kącie, żeby wiedzieć, że byłaś w piekle. Kiedy do ciebie dotarłem, nie było
dużo lepiej. Nie pozwolę, żeby to się powtórzyło.”
„Ale teraz to się stało, mogę …”
„Mam pokój gościnny. Jest miły. Możesz tam
zostać. Alternatywnie, jeśli wolisz być we własnym domu, ponieważ nie masz pokoju
gościnnego, będę spał na twojej kanapie, jeśli tego sobie życzysz.”
„To jest …”
„I musisz porozmawiać z kimś o tym, co ci się
przydarzyło”.
Poczułam, jak moje oczy robią się mrużone -
„Czy pozwolisz mi skończyć?”
„Nie, jeśli mówisz takie rzeczy, przepraszam,
kochanie, które nie są mądre. Nie dbasz o siebie. Nie pozwalasz opiekować się
Smithiemu i LaTeesha. A skoro tak nie jest, wkraczam.”
„Nie było cię przez tydzień” - zauważyłam szybko.
„Potrzebowałaś czasu i, jak oceniłem na
podstawie naszej ostatniej rozmowy, przestrzeni. Dałem ci to. Widząc cię, zwiniętą
w kłębek, przerażoną w kącie, skończyłem z tym.”
„Nie rozumiesz”.
„Nie, nie rozumiem. Próbowałaś wyjaśnić, a ja
nadal tego nie rozumiem. Głównie dlatego, że nigdy nie miałem pojęcia o
bzdurach i nadal nie mam, nawet jeśli piękna kobieta próbuje mnie tym nakarmić
”.
Szczerze?
Nie mogłam już dłużej znieść.
A ponieważ nie mogłam, coś we mnie pękło.
Wskoczyło do środka i wyrwało mnie z jego
ramion.
Zrobiłam krok do tyłu, ale uniosłam ręce i położyłam
je na jego klatce piersiowej, popychając go. Zakołysał się na nodze, ale
wycofałam się trzy kroki, uniosłem rękę i dźgnęłam go palcem.
„Nie rozumiesz!” - wrzasnęłam.
„Więc daj mi to” - szepnął.
Nie zauważyłam zmiany jego tonu.
Wyrazu jego twarzy.
Nic.
„Zapomniałam błyszczyka. Mojego błyszczyka!” - krzyczałam - „Nie moje napiwki. Nie mój
telefon. Nic ważnego. Mój… pieprzony… błyszczyk do ust.”
„Okej, kochanie” - powiedział łagodnie.
„Wróciłam po pieprzony błyszczyk.”
„W porządku, Daisy.”
„Wyskoczył niespodziewanie.” - szeroko
zakręciłam uniesioną ręką i upuściłam ją - „Czy wiesz, jakie to uczucie być w
miejscu, o którym myślisz, że jesteś bezpieczny, robić coś, do czego masz pełne
prawo, a jakiś dupek na ciebie skacze?”
„Nie.”
„To nie jest dobre uczucie” - powiedziałam.
Marcus nic nie powiedział.
„Mogę znieść klaps w policzek. Mogę wziąć z tyłu
dłoni. Tatuś mnie tego nauczył. Nie wspominając o wielu innych mężczyznach mamy,
którzy naprawdę dobrze to robili.”
Patrzyłam, jak jego szczęka twardnieje,
mięsień przesuwa się w górę jego policzka, ale tego też nie zauważyłam.
„Mogę nawet znieść cios. Więcej niż jeden
dupek, którego wpuściłam, dał mi tę lekcję.”
„Chryste” - wycedził.
Zignorowałam to i emocje za tym stojące.
„Ale to i tamto, co mi dał po tym, jak mnie
pobił tak, jak mnie nie uczono.”
„Żadna kobieta nie potrzebuje tej lekcji”.
„Cóż, ja miałam” - warknęłam.
„A on dostanie swoją.”
„Racja, kiedy wbijesz mu kulę w mózg?”
„Dokładnie.” - przechyliłam głowę na bok,
czując, jak moje włosy poruszają się razem ze mną, i powiedziałam - „Ledwo mnie
znasz i masz tak dużo uczucia do mnie, że zechcesz wziąć to na swoją duszę?”
„Tak.”
Na to, stanowczość tego i prostotę, odchyliłam
się do tyłu, jakby mnie popchnął.
„Nie chcesz, żebym to zrobił, mnie nie
zgwałcił. To twoja decyzja” - stwierdził - „Sprowadzę go na policję. Jak nie
obchodzi cię ten dupek, nie żyje. Z mojej ręki. I nie będę z tego czerpał
przyjemności. Ale nie można zaprzeczyć, kiedy to się stanie, że nie da mi to
satysfakcji.”
„Teraz próbujesz mnie przestraszyć” - zarzuciłam.
„Nie.” - Potrząsnął głową - „W moim świecie
działania mają konsekwencje. Daleko ci do głupoty, Daisy. Znasz świat, w którym
żyję. Możesz nie znać zasad, ale wiesz, że są. I nikt ich nie łamie. Jeśli to zrobi,
poniesie zemstę zgodnie z prawami obowiązującymi na ulicy. Naruszył mój teren i
mam na myśli to w tym sensie, że jestem właścicielem części Smithiego. Ale on
naruszył coś, co jest po prostu moje i za to cierpi ostateczną karę.”
Panie.
Zabijał mnie.
„Nie jestem twoja” - szepnęłam.
„Kochanie, zacznij uważać.”
Na to się zamknęłam.
Marcus nie zrobił tego samego.
„Takim właśnie jestem człowiekiem, Daisy” -
oświadczył - „I to się stanie niezależnie od tego, co powiem dalej. Oznacza to,
że w tej chwili masz jedną szansę. Jeśli to, co właśnie udostępniłem, cię
przeraża. Jeśli skręca w żołądku. Jeśli jest to coś, czego nie chcesz w swoim
życiu, odejdę. Możesz mieć cały bekon i nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Ale
jeśli nie powiesz… w tej chwili… to jest coś, czego nie możesz wziąć, wtedy
podzielimy się bekonem, jajkami, które zamierzam zrobić i czymś o wiele więcej,
gdy nadejdzie odpowiedni czas.”
Na myśl, że nigdy więcej go nie zobaczę,
owinęłam ramiona wokół brzucha i nie odrywałam od niego wzroku.
Marcus się nie poruszył. Ciągle mnie
obserwował.
Robił to po cichu. I kiedy to zrobił, coś w
nim osiadło, w jego sylwetce i na jego twarzy.
To był widok do zobaczenia. Piękno.
I wystraszyło mnie to bezlitośnie.
Po chwili przemówił, jego głos był równie
mocny, ale o wiele łagodniejszy.
„Mam nadzieję, że jeśli chodzi o warunki, mam
nadzieję, że zrozumiesz, kochanie, w bajkach książę pokonuje złą królową. Złą
macochę. Złośliwego goblina. W prawdziwym życiu, Daisy, aby pomścić krzywdę
wyrządzoną swojej księżniczce, jeśli zajdzie taka potrzeba, książę wsadza kulę
w czyjś mózg.”
Tak.
Zabijał mnie.
Bez mówienia im, żebym to zrobiły, moje usta
szepnęły - „Dlaczego?”
„Właśnie wyjaśniłem, dlaczego”.
„Nie.” - potrząsnęłam głową - „Dlaczego ja?”
Zapytałam, a Marcus nie wahał się ani sekundy,
aby odpowiedzieć - „Ponieważ mama zostawiła mnie, gdy miałem sześć lat. Nie
była stratą. Zostawiła mnie z ojcem, który był przyzwoitym ojcem, dobrym
człowiekiem, ale głupim i bardzo słabym. Nie mieliśmy dużo, ponieważ nie był w
stanie mi wiele dać, ale powodów było więcej. Nie żyliśmy w nędzy. Jednak to,
co mieliśmy, nie było dużo lepsze. Potem, kiedy miałem dziesięć lat, wpadł w
długi, których nie mógł spłacić, odkąd zrobił głupstwa, ale lubił też grać na koniach.
Najpierw rozwalili mu kolana. Potem obcięli mu za kciuki. Potem zabrali mu
życie.”
„O mój Boże” - westchnęłam.
„Miał córkę z innego związku, moją przyrodnią
siostrę. Dorastała z matką i też nie miała wiele. Dobra rzecz po moim tacie
była taka, że upewnił się, że moja siostra jest w moim życiu. Na ile mogliśmy
być, byliśmy blisko. Kiedy tata został zabity, była wszystkim, co mi zostało.
Miała wybór. Wziąć mnie lub pozwolić mi wejść do systemu. Wzięła mnie. Miała
dwadzieścia lat. I dała mi dach nad głową, jedzenie na stole i dużo miłości w
moim życiu. Ale dwie pierwsze rzeczy, dała mi rozbierając się.”
Zrozumienie zaświtało, poczułam drżenie ciała,
a potem poczułam, że moja twarz zastygła.
Marcus tego nie przegapił.
„Przestań teraz myśleć o tym, co myślisz” -
wycedził.
„Trudno tego nie robić, Cukiereczku” -
odwróciłam.
„Wyszła za mąż za mężczyznę starszego od niej
o dwadzieścia pięć lat, kiedy miałem szesnaście lat. To był mecz miłości. Nie
spali ani jednej nocy bez siebie od czasu ślubu, a pięć lat temu przeszli na
emeryturę na Florydę. Był zdecydowanie dobrym facetem i zdecydowanie
przyzwoitym. Ale on też nie miał wiele, chociaż starał się jak mógł. Przeszli
na emeryturę do domu z czterema sypialniami i basenem, który jest w obszarze
deweloperskim z trzema najwyższej klasy polami golfowymi, ponieważ pracowałem
nad tym, aby upewnić się, że tak właśnie zakończą swoje wspólne lata.”
Zignorowałam to wszystko, bez względu na to,
jak trudno było zignorować ten rodzaj pięknej hojności i zrobiłam to, zapytując
ostro - „Ocalasz swoją siostrę w tej twojej bajce, w którą mnie wciągasz,
Marcus? ”
„Nie” - odpowiedział natychmiast.
Ale nie skończył - „Miałam matkę, której ledwo
pamiętam, ślad kobiet, których mój ojciec nie potrafił utrzymać i siostrę,
która kocha mnie może bardziej niż troje dzieci, które ma z Dougiem, ponieważ
razem to zahartowaliśmy. Mieliśmy złe czasy. Mieliśmy chude czasy. Wszyscy
wokół nas traktowali nas jak gówno, ponieważ myśleli, że wiedzą, kim jesteśmy patrząc
przez to, co robiła i jaki był mój ojciec. Mieliśmy
przeszkadzających nauczycieli, którzy mówili sobie, że robią honorowe rzeczy,
próbując odebrać mnie jej. Co najważniejsze, mieliśmy rodzinę. Byliśmy tylko we
dwoje, ale ona mnie kochała, a ja ją kochałem i to było wszystko, czego
potrzebowaliśmy. Dała mi bardzo dużo. A w tej chwili musisz wiedzieć, że dała
mi, to, że rozumiem dokładnie jaką kobietę w końcu uznam za swoją.”
„A co to za kobieta?”
„Taka, która jest piękna. Taka, która jest
mądra. Taka, która jest miła. Taka, która jest silna. Kto nie przejmuje się
tym, co ludzie o niej myślą. Taką, która zrobiłaby, co mogła, dla każdego, kto by
poprosił, bez względu na to, czy nie jest to dla niej wygodne czy łatwe. Taką,
która wie, jak to jest nie mieć nic, więc wie, co jest ważne i docenia to,
kiedy to dostanie.”
„I myślisz, że to ja?”
„Nie. Ja wiem, że to ty.”
„Jesteś pewien” - zadrwiłam.
Rozejrzał się po kuchni, a potem z powrotem na
mnie, unosząc ręce po bokach i brzmiał na zirytowanego, kiedy zapytał - „Jak
myślisz, co ja tu robię?”
Wiedziałam, co tam robi.
Tylko ze względu na niego - przede wszystkim,
o ile bardziej niesamowitym czyniło go to, co mi mówił - bez względu na to, jak
cholernie uparty był w tym względzie, wiedziałam, że nie powinien.
„Przykro mi, że musiałeś przez to przejść w
swoim życiu” - powiedziałam z uczuciem - „Rozumiem i nie jestem podekscytowana,
gdy dowiaduję się, że mamy wiele wspólnego z gównem, które tak naprawdę mamy
wspólne, Cukiereczku. Powiem tylko, że ta kobieta to nie ja.”
W jednej sekundzie był ponad metr dalej.
W następnej sekundzie był w mojej przestrzeni,
obiema rękami obejmując moje policzki, jego oczy były wszystkim, co mogłam
zobaczyć.
„Czekałem trzydzieści pięć lat, aż pojawisz
się w moim życiu, Daisy” - szepnął zaciekle.
I znowu przestałam oddychać.
Ale Marcus nie przestawał mówić - „Możesz wkręcać we mnie chęć ocalenia mojej
siostry przed życiem, które musiała prowadzić, by się mną opiekować. We mnie,
chcącego kawałek twojego tyłka. W cokolwiek, do cholery, chcesz spróbować to
przekręcić. Ale odkąd byłem dzieckiem, wiedziałem,
jakie życie mam zamiar prowadzić, a to miało być tak daleko od życia, w którym
dorastałem z moim tatą, że nawet nie pamiętałem, jakie to uczucie. I
wiedziałem, że zrobię wszystko, co muszę, aby to osiągnąć, bez wątpienia, bez
niezdecydowania, bez wyrzutów sumienia. I wreszcie, kochanie, znałem kobietę,
którą będę miał przy sobie, kiedy tam dotrę. Więc przekręć to, jak chcesz.
Znajdę sposób, aby to odkręcić, ponieważ to jest coś innego, co wiem, że kiedy
znajdę to, co wiem, że bez wątpienia chcę, to bez wyrzutów sumienia, znajdę
sposób, aby to osiągnąć.”
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale
zamarłam, kiedy jego usta musnęły moje i pozostały tam.
„Zamknij się” - powiedział, chociaż nie
odezwałam się ani słowem - „Bekon leży w tłuszczu, a jajka nie zrobią się same.
Więc nalej sobie cholernej filiżanki kawy i zrelaksuj się. Zjemy śniadanie, a
później będziemy tańczyć więcej tego tańca. W tej chwili jestem głodny.”
Marcus był głodny.
Słysząc to, walka po prostu mnie opuściła i
wyszeptałam - „Dobra”.
„Okej” - szepnął w odpowiedzi, ponownie musnął
moje usta, wpatrując się w moje oczy z tak bliska jego niebieskimi, ciepłymi,
słodkimi i błyszczącymi oczami.
Potem puścił mnie i wrócił do bekonu.
*****
Marcus kazał mi włożyć szlafrok, zanim wziął
mnie za rękę i zaprowadził do drzwi. Staliśmy w nich tak, jak robiliśmy to w
zeszłą sobotę, z wyjątkiem tego, że był dużo bliżej.
Ktoś był w nastroju na natarczywość.
„Jemy dzisiaj kolację” - oznajmił.
Przewróciłam oczami do sufitu. Kiedy je cofnęłam,
jego dłoń obejmowała moją szczękę, a jego twarz była jeszcze bliżej.
A jego przeklęte oczy błyszczały.
„Jesteś piękna” - oznajmił niespodziewanie - „Jesteś
zabawna. Jesteś trudna i mam na myśli uparta i, nawet jeśli może to być
irytujące, nadal to lubię. Bardzo podoba mi się twój wybór piżamy. Lubię też
twoje nogi, piersi, włosy i oczy. Popełniłbym morderstwo, żeby znowu usłyszeć
twój śmiech i zamierzam, to nie jest figura retoryczna, naprawdę. Na koniec, co
nie mniej ważne, bardziej niż podoba mi się fakt, że kiedy dałem ci możliwość
ucieczki, nie wzięłaś jej, nawet jeśli to doprowadza cię do szału, nie zdajesz
sobie sprawy z tego, co oznacza, że nie wzięłaś tego. Ale nawet z tym
wszystkim, kochanie, jesteś poważnym wrzodem na dupie.”
Dobra!!
„Nie wzięłam tego, bo nie chciałam, żebyś
myślał, że cię osądzam” - odparłam (i skłamałam, ale nie szłam tam nawet w
mojej głowie).
„Nie wzięłaś tego, bo mnie lubisz” - odpalił,
przesuwając dłoń tak, że ześlizgnęła się i owinęła wokół mojej szyi, kiedy
objął mnie drugą ręką - „Wiesz, że każdy krok twojego życia prowadził cię
tutaj. Jesteś dla mnie kobietą, co oznacza, kochanie, jestem mężczyzną dla ciebie.
I nie kazałaś mi odejść, ponieważ wiesz, że to tak samo jak ja.”
„Teraz jesteś zarozumiały, co nie jest
naprawdę atrakcyjne, kochanie”.
Kolejne kłamstwo, do cholery.
Uśmiechnął - „Więcej bzdur. Więcej bólu w
dupie.”
„Możesz odejść” - zasugerowałam.
Nie wyszedł. Jego ręka na mojej szyi
przesunęła się w górę, aby objąć moją głowę, jego głowa opadła i pocałował
mnie.
Miękki, słodki koniuszek jego języka kreślił
zagłębienie moich ust i właśnie wtedy, gdy już miałam je dla niego otworzyć
(nawet nie przyszła mi do głowy myśl, żeby się odsunąć), podniósł głowę.
Otworzyłam oczy, nawet nie zdawałam sobie
sprawy, że zamknęłam.
„Teraz” - wyszeptał, jego uśmiech był jeszcze
bardziej zarozumiały niż przed chwilą, jego wzrok wędrował po mojej twarzy i
robił to z satysfakcją, więc wiedziałam dokładnie, co wystawiam, niech go
diabli - „Wyjdę. Kolacja dzisiaj, kochanie. Będę tu o siódmej.”
„A ja będę w Timbuktu”.
„Zarezerwuj w pięciogwiazdkowym, kochanie.
Spotkam cię tam i zapłacę.”
Cholera.
Miał odpowiedź na wszystko!
Ponownie przewróciłam oczami.
Usłyszałam, jak chichocze, poczułam, jak jego
usta dotykają mojego nosa, a potem jego uścisk mnie opuścił i patrzyłam, jak
idzie korytarzem.
Zatrzymał się w połowie drogi i odwrócił do
mnie.
Potem coś ode mnie wyrwał. Coś, co zostało mi
naprawione. Coś, o co nie prosiłam. Coś, na co nie zasługiwałam. Coś, czego nie
chciałam.
Coś, czego nie wiedziałam, jak się tego
pozbyć, było tak ciężkie, że to był cud, że mnie nie zmiażdżyło.
A jedynym powodem, dla którego to nie
zmiażdżył mnie było to, że miałam pomoc utrzymywaną przez wypełnienie mieszkania
stokrotkami.
Zrobił to, stwierdzając - „Jeśli uważasz, że
twój błyszczyk jest ważny, to jest. Miałaś rację. Masz pełne prawo robić
wszystko co chcesz, iść tam, gdzie chcesz, być tym, kim chcesz być. Nikt nie ma
prawa tego odebrać. To nie jest błyszczyk. To nie człowiek u Smithiego, który
opuścił swoje stanowisko. To fakt, że zwierzę było wypuszczone tej nocy.
Potwór. I złapał cię w ciemności. Nikt nie jest winny oprócz niego. Nikt nie
powinien tego brać na barki, tylko on. I nikt tego nie zrobi. Tylko on.”
Stałam, wpatrując się w Marcusa, oddychając
ciężko, musiałam podnieść rękę i przytrzymać się krawędzi drzwi, podczas gdy
jego słowa zdzierały ze mnie ciężar wielkości góry.
„Czy to rozumiesz, kochanie?” - zapytał.
Skinęłam głową.
„Dobrze” - powiedział - „Dzisiejszej nocy,
Daisy, siódma. A jeśli będziesz czegoś potrzebować wcześniej, wiesz, jak się ze
mną skontaktować lub po prostu zejdź do mojego mężczyzny, obserwującego twoje
mieszkanie i poproś. Nie obchodzi mnie, że skończyła ci się kawa. Wyśle kogoś,
żeby to dla ciebie przyniósł.”
O.
Mój.
Panie.
„Teraz to rozumiesz?” - naciskał, a to pytanie
było ważne. Ważniejsze niż się wydawało. Tak ważne, moja odpowiedź miała
zmienić moje życie.
Wiedziałam. Wiedziałam to lepiej niż najlepsze
sposoby na szczotkowanie włosów, aby nadać im maksymalną objętość.
I w tym momencie nie miałam wyboru odpowiedzi
do udzielenia.
Skinęłam głową.
„Dobrze” - szepnął, a jego niebieskie oczy
ogrzewały mnie z odległości prawie dwóch metrów do punktu, w którym moje palce
u nóg zwinęły się, byłam taka właśnie rozgrzana.
Potem poszedł.
Dziękuję ❤️ Kurczaczki to cudowny facet. ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńNajlepszy tom RC.
OdpowiedzUsuńJaki kochany rozdział! Kurcze główni bohaterowie są tak fajnie napisani 😍😍 Dziękuję !❤
OdpowiedzUsuńDziękuję...teraz wiemy czemu Daisy mieszka w zamku
OdpowiedzUsuń