ROZDZIAŁ VII
Umowa
Daisy
Otworzyłam oczy i
zobaczyłam stokrotki.
Wtedy zdałam
sobie sprawę, że mam kaca.
Uświadomiwszy
sobie to i inne, które wbiegło za nim, oszołomiona, zsunęłam kołdrę i zobaczyłam,
że jestem w sukience z ostatniej nocy.
Dotknęłam nagiego
płatka ucha, poczułam, że mój naszyjnik zniknął i spojrzałam na stokrotki, aby
zobaczyć moją biżuterię znajdującą się u podstawy wazonu.
Potem odwróciłam
się, zobaczyłam, że druga strona łóżka jest pusta, spojrzałam na puszyste
poduszki, na których nie spałam, ale złapałam jedną z nich i przyciągnęłam ją
do mnie, żeby poczuć zapach.
Wciąż pachniało Marcusem, ale tego ranka tylko
słabo.
Nie spał tak, jak zakładałam, że spał
poprzedniej nocy, trzymając mnie.
Odszedł.
Opadłam na plecy i zamknęłam oczy z rozpaczy.
Wspaniale.
Wczoraj wieczorem umówiłam się na randkę z
mężczyzną z największą klasą, jakiego kiedykolwiek spotkałam, upiłam się,
zemdlałam w jego samochodzie, a on musiał mnie położyć do łóżka.
Przynajmniej Marcus Sloan udowodnił, że ma
klasę. Mógłby upewnić się, że czuję się komfortowo, zdejmując moje ubrania, ale
nie dał sobie pokazu. Również się nie zatrzymał. Moje dłonie zacisnęły się w
pięści, paznokcie wbiły się w nie.
Ponieważ byłam sobą, w głębi duszy wiedziałam,
że jeśli byłabym na tyle głupia, by spróbować tak wyjątkowego człowieka, jakim
był Marcus Sloan, schrzaniłabym to z nim i tak zrobiłam.
Pierwsza randka. Zrobiło mi się źle, gdy
przypomniałam sobie, jak się śmiałam za dużo, byłam zbyt wścibska i zadawałam
zbyt wiele pytań, a robiąc to, wpatrywałam się w niego, jakby każde słowo,
które wypowiedział, upuszczało sztabkę złota na moje kolana.
Jeśli służyło mi pijackie wspomnienie, za
każdym razem, gdy się śmiałam lub dotykałam jego uda, ramienia lub dłoni,
patrzył na mnie w ten sam sposób.
Nadal straciłam przytomność w jego
samochodzie, zupełnie jak biały śmieć.
A teraz go nie było.
„Uhh” - wymamrotałam, a tępy ból głowy i
subtelne uczucie mdłości sprawiły, że łatwiej mi (tylko trochę) nie krzyczeć na
moją głupotę, nie znaleźć sposobu na skopanie sobie tyłka (nawet psychicznie)
lub wybuchnąć płaczem.
Zamiast tego, ponieważ byłam Daisy i odeszłam
od płaczu, nie miałam wyboru, odsunęłam kołdrę i zabrałam się za to.
Wstałam z łóżka, ściągnęłam sukienkę w drodze
do łazienki i wykonałam poranny rytuał w łazience, tym razem dodając
skomplikowaną procedurę zmywania całego makijażu.
Moje włosy wciąż się kołysały, odkąd kołysałam
się, robiąc włosy, więc zostawiłam je tak, jak były.
Wróciłam do swojego pokoju, wciągnęłam parę
jasnoróżowych, sznurowanych, polarowych szortów (z diamencikami wzdłuż łuków
szwów kieszeni) i obcisły, biały podkoszulek na ramiączkach, który z przodu był
ozdobiony gorąco różowym napisem z błyszczącymi cyrkoniami Nie Ma Nic, Co Trochę
Blasku Nie Mogłoby Naprawić.
Moja mantra.
Chociaż tego ranka, po spieprzeniu mojej
randki z Marcusem Sloanem, wiedziałam, że cała iskra na świecie nie naprawi
uczucia, które siedziało mi w dole brzucha, a które nie miało nic wspólnego z
kacem.
Poszłam do drzwi, aby zdobyć wodę (na
aspirynę, której potrzebowałam) i kawę (ponieważ każdy prawdziwy
czerwono-biało-niebieski Amerykanin pił kawę) i znaleźć alternatywne sposoby na
uniknięcie bólu serca. Nie chciałam się przed sobą przyznać, że złamałam swoje
przeklęte ja, zachowując się jak biały śmieć, o którym wszyscy myśleli, że
jestem.
Otworzyłam drzwi i zamarłam.
Był październik, śmiertelna jesień, a słońce
jeszcze nie uderzyło w niebo jak tylko potrafi słońce w Denver, rozmywając
jasno podstawę wspaniałego pasma górskiego.
Ale wschodzące słońce najlepiej oświetlało
pomieszczenie, w którym każda powierzchnia była pokryta plamą stokrotek.
Niektóre z nich były ładnie białe z małymi żółtymi guzikami pośrodku. Inne były
białe z zielonymi guzikami. Niektóre, mieszanką obu. A inne były różowe. Albo
pomarańczowe otaczające czarny guzik, przechodzący w zaskakująco żółty kolor.
Inne były czerwone. Potem były koralowe. Były też takie z kombinacjami
kolorystycznymi.
Rutynowo starannie obcinałam ich końce,
dodawałam świeżą wodę, starając się utrzymać je przy życiu jak najdłużej.
Przez kilka tygodni musiałam trochę wyrzucić.
Ale miały tę cechę, że większość z nich wciąż
była silna.
I właśnie wtedy zobaczyłam, że pośród nich na
mojej kanapie, na brzuchu, z jednym długim ramieniem opadłym z boku, z moją narzutą
zsuniętą do jego talii, zarysem mięśni jego opalonych pleców na pokazie, z jego
głową odwróconą ode mnie, odpoczywającej na rzuconej poduszce, z rozczochranymi
gęstymi ciemnymi włosami, leżał Marcus.
Nie zostawił w jej łóżku pijanej, rozbieranej
dziwaczki, która straciła przytomność w jego mercedesie i nie odjechał.
Jak dżentelmen, kiedy nie cierpiała traumy,
spał na kanapie.
Spojrzałam na niego, jego długie ciało spało rozciągnięte
wśród stokrotek, ale będąc blisko, aby mógł upewnić się, że jestem bezpieczna,
bezpieczna od wszystkiego, nawet koszmarów i wydałam z gardła odgłos, którego
nie mogłam kontrolować.
Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam, jak jego ciało
drgnęło, a potem podniósł się na przedramiona, a jego zaspane niebieskie oczy
zwróciły się w moją stronę.
Wyglądał na gotowego do pójścia dalej, ale zatrzymał
się, gdy mnie zobaczył.
Gapiłam się w jego oczy, wiedząc, że
prawdopodobnie narobiłam hałasu, wstając, robiąc swoje w łazience, ubierając
się.
Ale to mój cichy szloch go obudził.
Marcus Sloan.
Boże, on
mnie zabijał.
Oparłam ramię o framugę, wciągając powietrze
przez nos, z pewnym wysiłkiem kontrolując łzy, potrzebując więcej czasu, aby je
z powrotem przełknąć.
Po kolejnym oddechu, widząc, jak patrzy na
mnie nieruchomo, przemówiłam - „Wiesz, co pozwoliło mi przetrwać?”
„Mała” - szepnął, ale nadal się nie poruszył.
Po prostu leżał na brzuchu, na przedramionach,
z głową zwróconą do mnie, oczami przyklejonymi do mnie, tak jakby wiedział, że
właśnie tego potrzebowałam.
Tylko to. Został na mojej kanapie i pozwolił
mi powiedzieć to, co miałam do powiedzenia.
„Myślałam, że jestem niczym” - powiedziałam
cicho.
Podciągnął się, napinając mięśnie bicepsów,
zrzucił koc i obrócił się, by usiąść na tyłku.
Nie zdjął spodni.
To nie mogło być wygodne spać w ten sposób.
Ale dżentelmen w domu damy czuł się tak
komfortowo, jak tylko mógł, ale jeśli nie został do tego zaproszony, nie
zdejmował spodni.
Panie.
Marcus Sloan.
„Udowodnił mi to, ten facet” - powiedziałam - „Zgwałcił
mnie. Świat dawał mi znaki, odkąd się urodziłam. Ale on mi to udowodnił.”
„Chcę, żebyś tu przyszła” - poprosił
delikatnie Marcus.
Zignorowałam go i ciągnęłam dalej - „Powiedziałam
sobie to. Na początku byłam tego pewna. Rzecz w tym, że jeśli byłam niczym,
dlaczego ktoś przysyłał mi stokrotki?”
To mu wystarczyło.
Zaczął podnosić się.
Szybko poprosiłam - „Proszę. Nie. Proszę,
pozwól mi skończyć.”
Usiadł, wpatrując się we mnie i swoim wyrazem
twarzy pokazał mi, że mu się to nie podoba, ale został na swoim miejscu.
Dla mnie.
„Takie ładne” - szepnęłam - „Takie bystre i
szczęśliwe. Były wszędzie. Chciałam myśleć o mrocznych rzeczach. Chciałam się
odciąć. Po prostu nie mogłam tego utrzymać. I to nie panna Annamae tym razem
pomogła mi zobaczyć, co było ważne.”
„Kochanie …”
Pokonałam je, ale wróciły i wiedziałam o tym,
gdy kropla zimnej wilgoci ześlizgnęła się po moim policzku.
„To byłeś ty” - dokończyłam.
„Daisy, muszę do ciebie przyjść.”
Nie, nie musiał.
Ja musiałam iść do niego.
I właśnie to zrobiłam, przestraszona - nie, przerażona.
Ale powoli, jedna stopa przed drugą, zrobiłam to, a on obserwował mój każdy
krok.
A kiedy zbliżyłam się trochę, pochylił się do
przodu. Jego długie ramiona wysunęły się, jego palce chwyciły mnie za biodra i
pociągnął mnie na swoje kolana.
Potem mnie pocałował.
To było miękkie i słodkie. Ale to było coś
więcej.
Czubek jego języka dotknął moich ust i
natychmiast wpuściłam go do środka. Wszedł do środka, mocniej obejmując mnie
ramionami. Obrócił się w pasie, pochylił do mnie i poczułam, jak moje plecy
uderzają o kanapę, ciepło jego szerokiej klatki piersiowej naciskało na moją,
jego dłoń zanurzyła się w moich lokach i zacisnęła wokół mojej głowy.
Otoczyłam ramionami jego ramiona, jedną ręką
zacisnęłam mocno na jego karku i oddałam pocałunek, próbując zbliżyć się choćby
odrobinę do oddania mu wszystkiego, co mi dał.
Stokrotki.
Homar.
Śmiech.
Cierpliwość.
Zrozumienie.
Wszystko.
Przycisnęłam piersi do jego klatki piersiowej.
Jęknął, a potem warknął w moje usta, ale
poczułam to w mojej piczce i wziął pocałunek głębiej. Jedno z jego ramion
wygięło się w dół, jego dłoń ześlizgiwała się po moim boku, znałam jego
trajektorię - do mojego tyłka. Ale zanim tam dotarł, to ramię mocno zacisnęło
się wokół mojej talii, jego usta zsunęły się z moich na szyję i tam mnie
pocałował. Potem trzymał mnie w ten sposób, jego ciepły oddech szybko docierał
do mojej szyi, a całe inne ciepło jego twardego ciała docierało do mnie.
Nie rozumiałam.
Więc zawołałam - „Marcus?”
„Robię to powoli” - odpowiedział na pytanie,
którego właściwie nie zadałam i brzmiał, jakby to była ostatnia rzecz, jakiej
chciał, nie tylko mówienie tego, ale robienie tego, co powiedział.
To było słodkie. Byłam pewna, że tego
potrzebuję.
Nadal.
„Może mógłbyś zająć drugą bazę” - podzieliłam
się.
Podniósł głowę, jego błyszczące oczy złapały
moje i uśmiechał się.
„Może następnym razem.”
„Nie mogę się doczekać” - wymamrotałam.
„Teraz zrobię ci śniadanie.”
Zmarszczyłam brwi i zapytałam - „Czyje to
mieszkanie?”
„Twoje” - odpowiedział, wciąż się uśmiechając.
„Zasady są takie, jak mam dramat, to
następnego ranka możesz zrobić mi śniadanie. Jak nie mam dramatu, a, słodziaku,
mam nadzieję, że będę wolna od dramatu przez długi czas, ja robię śniadanie.
Comprende?”
Wiedziałam, co mówię.
Ale co więcej, on o tym wiedział.
I on to lubił.
Całość.
„Umowa stoi” - odpowiedział, a oczy wciąż mu błyszczały.
„Lubisz naleśniki?” - zapytałam.
„Tak” - odpowiedział.
Zerknęłam na niego - „Zrobię mnóstwo dla twojego
sześciopaku, Cukiereczku.”
I zrobię. Jego klatka piersiowa i brzuch były
lepsze niż plecy. Cóż, niezupełnie, po prostu nie przeszkadzało mi to, że
straciłam widok jego pleców, skoro miałam do obejrzenia jego klatkę piersiową i
brzuch. Albo jego ramiona. Albo jego twarz.
„Daisy”
Mówiąc moje imię brzmiał, jakby się śmiał.
Przestałam myśleć o jego klatce piersiowej (i
innych rzeczach) i skupiłam się na nim.
Tak.
Śmiał się.
Zbierz się w
garść, dziewczyno!
„Przepraszam” - wymamrotałam, a potem zebrałam
się - „Więc, czy twoje ciało zbuntuje się, jeśli zrobię ci naleśniki i czy będę
musiała zabrać cię do szpitala? A może przez dwa tygodnie będziesz musiał jeść
tylko seler, żeby to nadrobić?”
„Gotowałem w twojej kuchni, Słonko.” -
przypomniał mi - „Nie zauważyłem wielu zdrowych opcji.”
„Jestem z Południa. Jeśli nie jest smażone,
grillowane lub zgrillowane, jest grillowane, grillowane lub smażone. Możemy
trochę zagotować, ale tylko wtedy, gdy będą to raki, homary lub krewetki, a ja
nie mam nic z tego.” - Zawahałam się, robiąc w myślach listę zakupów, zanim doszłam
do wniosku - „W tej chwili”.
„Myślę, że będę musiał codziennie dodawać
kolejną godzinę do mojego treningu, jeśli będziesz gotować.”
Moje oczy zrobiły się duże.
„Ćwiczysz codziennie?”
Jego ciało trzęsło się przy moim ze śmiechu, a
jego słowo też się trzęsło - „Tak”.
„To wszystko wyjaśnia” - mruknęłam.
„Daisy?”
Ponownie skupiłam się na nim, a nie na
cudownej wizji jego ćwiczeń.
„Tak?”
„Ty też masz piękne ciało.”
Uśmiechnęłam się - „Dzięki, Cukiereczku, to
słodkie.”
„Nie ma za co, kochanie” - powiedział ciepło -
„Ale ja mówię, że masz to ciało. Masz też trzy paczki bekonu i tylko dlatego,
że wczoraj usmażyłem ostatnie z otwartego, więc wcześniej miałaś trzy i pół.”
„To prawda” - potwierdziłam, tak jakby
posiadanie czterech paczek bekonu (i zanotowałam sobie w pamięci kolejną
notatkę na liście zakupów, że o jedno spadło) było najbardziej naturalną rzeczą
na świecie.
Ponieważ to było.
„I nie ćwiczysz?” - zapytał, po czym dodał,
ściskając mnie ramionami - „Codziennie?”
„Rozbieram się. Potem ćwiczę striptiz. Potem
pomagam innym dziewczynom ćwiczyć striptiz, robiąc to, pokazuję im dobre ruchy”
- Przerwałam, zanim skończyłam - „I chodzę energicznie.”
„Ach” - mruknął.
„Muszę też jeździć wokół tych balonów” -
podzieliłam się, decydując się nie odrywać ramienia od niego (ponieważ podobały
mi się moje ramiona wokół niego), aby wskazać na wspomniane balony, których nie
mógł przegapić, ponieważ leżał na nich - „A to spala trochę kalorii, wierz mi.”
Nadal mruczał, a jego oczy wciąż migotały,
kiedy powiedział - „Założę się”.
Wtedy zdecydowałam się zdjąć rękę z jego
ramienia, ale tylko po to, żeby położyć dłoń na jego szczęce i pocierać
kciukiem ciemny zarost na jego policzku.
Zazgrzytał o opuszkę mojego kciuka i był
przyjemny.
Naprawdę miły.
I patrzyłam, jak błysk w jego oku znika, ale
tylko po to, żeby mogło go zastąpić coś, co równie mi się podobało.
Robiłam to kciukiem, mówiąc cicho -
„Potrzebuję aspiryny, kochanie. Przyniosłam sobie małego kaca zeszłej nocy i
wszystko jest w porządku, kiedy wyglądasz gorąco na mojej kanapie i jesteś
gorący, kiedy mnie całujesz, a potem jesteś słodki, kiedy mówisz o naleśnikach.
Ale to znowu się osiedla, więc muszę coś z tym zrobić, a potem nakarmić mojego
przystojnego faceta.”
„Masz dodatkową szczoteczkę do zębów?”
Przewróciłam oczami, by przez sekundę
przyjrzeć się mojej grzywce, gdy w myślach zrewidowałam szuflady w łazience, a
potem spojrzałam na niego ponownie i powiedziałam - „Tak”
„Rozumiem. Przyniosę ci wodę i aspirynę. Wtedy
możesz zacząć gotować.”
Uśmiechnęłam się do niego.
„Umowa.”
*****
Siedzieliśmy przy mojej jadalni i ładowałam
naleśniki, wyobrażając sobie stół w jadalni, który zamierzałam kupić, kiedy
dostanę swoje nowe miejsce (starając się nie wyobrazić sobie, jak wyglądają
ramiona Marcusa pod koszulą, którą nałożył z powrotem - był w tej koszuli w
porządku - bez niej był lepszy).
Marcus też ładował naleśniki.
Chociaż robił to bardziej z klasą.
„Jak zyskałeś klasę?” - zapytałam.
„Przepraszam?” - zapytał z powrotem.
Okrążałam widelec kawałkiem naleśników kapiąc
na niego syropem.
„Powiedziałeś, że nie miałeś zbyt wiele dorastając.
Twój tatuś grał na konikach. Twoja siostra była striptizerką. Ale wyglądasz i
zachowujesz się jak Kennedy, tylko że jesteś gorętszy i nie zapominasz, jak
wymawiać swoje R.”
„Kiedy miałem czternaście lat, dostałem pracę
w country klubie, żeby pomóc mojej siostrze” - powiedział.
Skłoniłam głowę.
„Niektórzy dorośli byli w porządku. Reszta
zachowywała się, jakbym nie istniał. Dzieci były dupkami.”
„Nie mam wątpliwości” - mruknęłam, obserwując
go jak jastrząb.
„Należę teraz do tego country klubu.”
Jego słowa w bardzo radosny sposób trafiły
mnie prosto w pierś. Naprawdę powoli, poczułam uśmiech rozszerzający się na
mojej twarzy.
„Wiedziałeś, czego chcesz, więc sprawiłeś, że
to się stało”
Kiwnął głową - „Dokładnie.”
Podjęłam decyzję.
Bałam się tego śmiertelnie.
Ale udało mi się i podzieliłam się tym z
Marcusem.
Nadszedł czas, aby przejść do ważnych spraw.
„Chcesz dzieci, Cukiereczku?” - zapytałam
cicho.
„Tak.”
Wypuściłam oddech, którego nie zdawałam sobie
sprawy, że wstrzymałam, po tym, jak zadałam moje pytanie i zanim zadałam
kolejne.
„Ile?”
„Tyle, ile pozwoli mi zrobić moja żona.”
Doskonała odpowiedź.
„Chcesz dzieci, Daisy?”
„Tak.”
„Ile?”
„Tyle, ile pozwoli mi zrobić mój mężczyzna.”
Siedzieliśmy tam, nie jedząc, po prostu
wpatrując się w siebie.
Przerwałam ciszę, okazując mu szczerość - „Tylko
mówię, kochanie, to spowolnienie nie jest naprawdę łatwe.”
Oczy mu się rozgrzały, ale twarz złagodniała.
„Pozwól mi się tobą zająć” - szepnął.
Nie wiedziałam.
Nie mogłam nadążyć.
Dał mi tego dużo.
Ale w tamtej chwili te słowa były najsłodsze,
jakie Marcus kiedykolwiek mi dał.
Zacisnęłam usta, wykręciłam je i przytaknęłam.
„Podoba mi się, że nie chcesz powoli, ale
potrzebujesz tego, kochanie” - ciągnął.
Prawdopodobnie miał co do tego rację, nawet
jeśli po tym pocałunku na mojej kanapie tego ranka chciałam, żeby się mylił.
Nie zaoferowałam mu tych myśli.
Po prostu kiwałam głową.
„Kolacja dziś wieczorem, w moim domu” -
zarządził. Jego usta lekko się uniosły - „Ponieważ to mój dom, ja gotuję dla ciebie,
kochanie” - Wykrzywienie ust zniknęło, gdy jego ton stał się mocniejszy - „I
chcę, żebyś przyniosła torbę, ale ja śpię w pokoju gościnnym, a nie ty.”
Co mogłabym zrobić?
Podjęłam decyzję. A Marcus znał tę decyzję.
Z drugiej strony był to jego dom.
Może któregoś dnia (miałam nadzieję, proszę
Boga, czy miałam nadzieję) mogłabym wejść tam i zrobić to, co dobra kobieta
powinna zrobić dla swojego mężczyzny, czyli gotować (i nie myślałam o tym, co
miał Marcus i jego sześciopak w jego lodówce - byłam z Południa, mogłabym zjeść
truskawkę, gdyby była na dnie kieliszka od szampana, i kilka brukselek, gdyby
były pokryte tłuszczem z bekonu, ale to wszystko).
Ale wtedy miałam jeden wybór.
I choć raz w życiu był to dobry wybór.
Więc znowu skinęłam głową.
„Jedz” - polecił - „Muszę iść do pracy.”
Po prostu kiwałam głową.
Posłał mi słodki uśmiech.
A potem oboje jedliśmy.
Jaka szkoda, że nie mieli tych dzieci. 😔 Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńKazdy rozdział dobija mnie swoją słodyczą 😍 tez ubolewam nad faktem braku dzieci 😢 Dziękuję ❤
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo...uwielbiam ich
OdpowiedzUsuńTej dziewczynie dużo dobrych rzeczy tak po prostu się należy.
OdpowiedzUsuń