środa, 28 kwietnia 2021

7 - Umowa

 

ROZDZIAŁ VII

Umowa

 

 

 

Daisy

Otworzyłam oczy i zobaczyłam stokrotki.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że mam kaca.

Uświadomiwszy sobie to i inne, które wbiegło za nim, oszołomiona, zsunęłam kołdrę i zobaczyłam, że jestem w sukience z ostatniej nocy.

Dotknęłam nagiego płatka ucha, poczułam, że mój naszyjnik zniknął i spojrzałam na stokrotki, aby zobaczyć moją biżuterię znajdującą się u podstawy wazonu.

Potem odwróciłam się, zobaczyłam, że druga strona łóżka jest pusta, spojrzałam na puszyste poduszki, na których nie spałam, ale złapałam jedną z nich i przyciągnęłam ją do mnie, żeby poczuć zapach.

Wciąż pachniało Marcusem, ale tego ranka tylko słabo.

Nie spał tak, jak zakładałam, że spał poprzedniej nocy, trzymając mnie.

Odszedł.

Opadłam na plecy i zamknęłam oczy z rozpaczy.

Wspaniale.

Wczoraj wieczorem umówiłam się na randkę z mężczyzną z największą klasą, jakiego kiedykolwiek spotkałam, upiłam się, zemdlałam w jego samochodzie, a on musiał mnie położyć do łóżka.

Przynajmniej Marcus Sloan udowodnił, że ma klasę. Mógłby upewnić się, że czuję się komfortowo, zdejmując moje ubrania, ale nie dał sobie pokazu. Również się nie zatrzymał. Moje dłonie zacisnęły się w pięści, paznokcie wbiły się w nie.

Ponieważ byłam sobą, w głębi duszy wiedziałam, że jeśli byłabym na tyle głupia, by spróbować tak wyjątkowego człowieka, jakim był Marcus Sloan, schrzaniłabym to z nim i tak zrobiłam.

Pierwsza randka. Zrobiło mi się źle, gdy przypomniałam sobie, jak się śmiałam za dużo, byłam zbyt wścibska i zadawałam zbyt wiele pytań, a robiąc to, wpatrywałam się w niego, jakby każde słowo, które wypowiedział, upuszczało sztabkę złota na moje kolana.

Jeśli służyło mi pijackie wspomnienie, za każdym razem, gdy się śmiałam lub dotykałam jego uda, ramienia lub dłoni, patrzył na mnie w ten sam sposób.

Nadal straciłam przytomność w jego samochodzie, zupełnie jak biały śmieć.

A teraz go nie było.

„Uhh” - wymamrotałam, a tępy ból głowy i subtelne uczucie mdłości sprawiły, że łatwiej mi (tylko trochę) nie krzyczeć na moją głupotę, nie znaleźć sposobu na skopanie sobie tyłka (nawet psychicznie) lub wybuchnąć płaczem.

Zamiast tego, ponieważ byłam Daisy i odeszłam od płaczu, nie miałam wyboru, odsunęłam kołdrę i zabrałam się za to.

Wstałam z łóżka, ściągnęłam sukienkę w drodze do łazienki i wykonałam poranny rytuał w łazience, tym razem dodając skomplikowaną procedurę zmywania całego makijażu.

Moje włosy wciąż się kołysały, odkąd kołysałam się, robiąc włosy, więc zostawiłam je tak, jak były.

Wróciłam do swojego pokoju, wciągnęłam parę jasnoróżowych, sznurowanych, polarowych szortów (z diamencikami wzdłuż łuków szwów kieszeni) i obcisły, biały podkoszulek na ramiączkach, który z przodu był ozdobiony gorąco różowym napisem z błyszczącymi cyrkoniami Nie Ma Nic, Co Trochę Blasku Nie Mogłoby Naprawić.

Moja mantra.

Chociaż tego ranka, po spieprzeniu mojej randki z Marcusem Sloanem, wiedziałam, że cała iskra na świecie nie naprawi uczucia, które siedziało mi w dole brzucha, a które nie miało nic wspólnego z kacem.

Poszłam do drzwi, aby zdobyć wodę (na aspirynę, której potrzebowałam) i kawę (ponieważ każdy prawdziwy czerwono-biało-niebieski Amerykanin pił kawę) i znaleźć alternatywne sposoby na uniknięcie bólu serca. Nie chciałam się przed sobą przyznać, że złamałam swoje przeklęte ja, zachowując się jak biały śmieć, o którym wszyscy myśleli, że jestem.

Otworzyłam drzwi i zamarłam.

Był październik, śmiertelna jesień, a słońce jeszcze nie uderzyło w niebo jak tylko potrafi słońce w Denver, rozmywając jasno podstawę wspaniałego pasma górskiego.

Ale wschodzące słońce najlepiej oświetlało pomieszczenie, w którym każda powierzchnia była pokryta plamą stokrotek. Niektóre z nich były ładnie białe z małymi żółtymi guzikami pośrodku. Inne były białe z zielonymi guzikami. Niektóre, mieszanką obu. A inne były różowe. Albo pomarańczowe otaczające czarny guzik, przechodzący w zaskakująco żółty kolor. Inne były czerwone. Potem były koralowe. Były też takie z kombinacjami kolorystycznymi.

Rutynowo starannie obcinałam ich końce, dodawałam świeżą wodę, starając się utrzymać je przy życiu jak najdłużej.

Przez kilka tygodni musiałam trochę wyrzucić.

Ale miały tę cechę, że większość z nich wciąż była silna.

I właśnie wtedy zobaczyłam, że pośród nich na mojej kanapie, na brzuchu, z jednym długim ramieniem opadłym z boku, z moją narzutą zsuniętą do jego talii, zarysem mięśni jego opalonych pleców na pokazie, z jego głową odwróconą ode mnie, odpoczywającej na rzuconej poduszce, z rozczochranymi gęstymi ciemnymi włosami, leżał Marcus.

Nie zostawił w jej łóżku pijanej, rozbieranej dziwaczki, która straciła przytomność w jego mercedesie i nie odjechał.

Jak dżentelmen, kiedy nie cierpiała traumy, spał na kanapie.

Spojrzałam na niego, jego długie ciało spało rozciągnięte wśród stokrotek, ale będąc blisko, aby mógł upewnić się, że jestem bezpieczna, bezpieczna od wszystkiego, nawet koszmarów i wydałam z gardła odgłos, którego nie mogłam kontrolować.

Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam, jak jego ciało drgnęło, a potem podniósł się na przedramiona, a jego zaspane niebieskie oczy zwróciły się w moją stronę.

Wyglądał na gotowego do pójścia dalej, ale zatrzymał się, gdy mnie zobaczył.

Gapiłam się w jego oczy, wiedząc, że prawdopodobnie narobiłam hałasu, wstając, robiąc swoje w łazience, ubierając się.

Ale to mój cichy szloch go obudził.

Marcus Sloan.

Boże, on mnie zabijał.

Oparłam ramię o framugę, wciągając powietrze przez nos, z pewnym wysiłkiem kontrolując łzy, potrzebując więcej czasu, aby je z powrotem przełknąć.

Po kolejnym oddechu, widząc, jak patrzy na mnie nieruchomo, przemówiłam - „Wiesz, co pozwoliło mi przetrwać?”

„Mała” - szepnął, ale nadal się nie poruszył.

Po prostu leżał na brzuchu, na przedramionach, z głową zwróconą do mnie, oczami przyklejonymi do mnie, tak jakby wiedział, że właśnie tego potrzebowałam.

Tylko to. Został na mojej kanapie i pozwolił mi powiedzieć to, co miałam do powiedzenia.

„Myślałam, że jestem niczym” - powiedziałam cicho.

Podciągnął się, napinając mięśnie bicepsów, zrzucił koc i obrócił się, by usiąść na tyłku.

Nie zdjął spodni.

To nie mogło być wygodne spać w ten sposób.

Ale dżentelmen w domu damy czuł się tak komfortowo, jak tylko mógł, ale jeśli nie został do tego zaproszony, nie zdejmował spodni.

Panie.

Marcus Sloan.

„Udowodnił mi to, ten facet” - powiedziałam - „Zgwałcił mnie. Świat dawał mi znaki, odkąd się urodziłam. Ale on mi to udowodnił.”

„Chcę, żebyś tu przyszła” - poprosił delikatnie Marcus.

Zignorowałam go i ciągnęłam dalej - „Powiedziałam sobie to. Na początku byłam tego pewna. Rzecz w tym, że jeśli byłam niczym, dlaczego ktoś przysyłał mi stokrotki?”

To mu wystarczyło.

Zaczął podnosić się.

Szybko poprosiłam - „Proszę. Nie. Proszę, pozwól mi skończyć.”

Usiadł, wpatrując się we mnie i swoim wyrazem twarzy pokazał mi, że mu się to nie podoba, ale został na swoim miejscu.

Dla mnie.

„Takie ładne” - szepnęłam - „Takie bystre i szczęśliwe. Były wszędzie. Chciałam myśleć o mrocznych rzeczach. Chciałam się odciąć. Po prostu nie mogłam tego utrzymać. I to nie panna Annamae tym razem pomogła mi zobaczyć, co było ważne.”

„Kochanie …”

Pokonałam je, ale wróciły i wiedziałam o tym, gdy kropla zimnej wilgoci ześlizgnęła się po moim policzku.

„To byłeś ty” - dokończyłam.

„Daisy, muszę do ciebie przyjść.”

Nie, nie musiał.

Ja musiałam iść do niego.

I właśnie to zrobiłam, przestraszona - nie, przerażona. Ale powoli, jedna stopa przed drugą, zrobiłam to, a on obserwował mój każdy krok.

A kiedy zbliżyłam się trochę, pochylił się do przodu. Jego długie ramiona wysunęły się, jego palce chwyciły mnie za biodra i pociągnął mnie na swoje kolana.

Potem mnie pocałował.

To było miękkie i słodkie. Ale to było coś więcej.

Czubek jego języka dotknął moich ust i natychmiast wpuściłam go do środka. Wszedł do środka, mocniej obejmując mnie ramionami. Obrócił się w pasie, pochylił do mnie i poczułam, jak moje plecy uderzają o kanapę, ciepło jego szerokiej klatki piersiowej naciskało na moją, jego dłoń zanurzyła się w moich lokach i zacisnęła wokół mojej głowy.

Otoczyłam ramionami jego ramiona, jedną ręką zacisnęłam mocno na jego karku i oddałam pocałunek, próbując zbliżyć się choćby odrobinę do oddania mu wszystkiego, co mi dał.

Stokrotki.

Homar.

Śmiech.

Cierpliwość.

Zrozumienie.

Wszystko.

Przycisnęłam piersi do jego klatki piersiowej.

Jęknął, a potem warknął w moje usta, ale poczułam to w mojej piczce i wziął pocałunek głębiej. Jedno z jego ramion wygięło się w dół, jego dłoń ześlizgiwała się po moim boku, znałam jego trajektorię - do mojego tyłka. Ale zanim tam dotarł, to ramię mocno zacisnęło się wokół mojej talii, jego usta zsunęły się z moich na szyję i tam mnie pocałował. Potem trzymał mnie w ten sposób, jego ciepły oddech szybko docierał do mojej szyi, a całe inne ciepło jego twardego ciała docierało do mnie.

Nie rozumiałam.

Więc zawołałam - „Marcus?”

„Robię to powoli” - odpowiedział na pytanie, którego właściwie nie zadałam i brzmiał, jakby to była ostatnia rzecz, jakiej chciał, nie tylko mówienie tego, ale robienie tego, co powiedział.

To było słodkie. Byłam pewna, że tego potrzebuję.

Nadal.

„Może mógłbyś zająć drugą bazę” - podzieliłam się.

Podniósł głowę, jego błyszczące oczy złapały moje i uśmiechał się.

„Może następnym razem.”

„Nie mogę się doczekać” - wymamrotałam.

„Teraz zrobię ci śniadanie.”

Zmarszczyłam brwi i zapytałam - „Czyje to mieszkanie?”

„Twoje” - odpowiedział, wciąż się uśmiechając.

„Zasady są takie, jak mam dramat, to następnego ranka możesz zrobić mi śniadanie. Jak nie mam dramatu, a, słodziaku, mam nadzieję, że będę wolna od dramatu przez długi czas, ja robię śniadanie. Comprende?”

Wiedziałam, co mówię.

Ale co więcej, on o tym wiedział.

I on to lubił.

Całość.

„Umowa stoi” - odpowiedział, a oczy wciąż mu błyszczały.

„Lubisz naleśniki?” - zapytałam.

„Tak” - odpowiedział.

Zerknęłam na niego - „Zrobię mnóstwo dla twojego sześciopaku, Cukiereczku.”

I zrobię. Jego klatka piersiowa i brzuch były lepsze niż plecy. Cóż, niezupełnie, po prostu nie przeszkadzało mi to, że straciłam widok jego pleców, skoro miałam do obejrzenia jego klatkę piersiową i brzuch. Albo jego ramiona. Albo jego twarz.

„Daisy”

Mówiąc moje imię brzmiał, jakby się śmiał.

Przestałam myśleć o jego klatce piersiowej (i innych rzeczach) i skupiłam się na nim.

Tak.

Śmiał się.

Zbierz się w garść, dziewczyno!

„Przepraszam” - wymamrotałam, a potem zebrałam się - „Więc, czy twoje ciało zbuntuje się, jeśli zrobię ci naleśniki i czy będę musiała zabrać cię do szpitala? A może przez dwa tygodnie będziesz musiał jeść tylko seler, żeby to nadrobić?”

„Gotowałem w twojej kuchni, Słonko.” - przypomniał mi - „Nie zauważyłem wielu zdrowych opcji.”

„Jestem z Południa. Jeśli nie jest smażone, grillowane lub zgrillowane, jest grillowane, grillowane lub smażone. Możemy trochę zagotować, ale tylko wtedy, gdy będą to raki, homary lub krewetki, a ja nie mam nic z tego.” - Zawahałam się, robiąc w myślach listę zakupów, zanim doszłam do wniosku - „W tej chwili”.

„Myślę, że będę musiał codziennie dodawać kolejną godzinę do mojego treningu, jeśli będziesz gotować.”

Moje oczy zrobiły się duże.

„Ćwiczysz codziennie?”

Jego ciało trzęsło się przy moim ze śmiechu, a jego słowo też się trzęsło - „Tak”.

„To wszystko wyjaśnia” - mruknęłam.

„Daisy?”

Ponownie skupiłam się na nim, a nie na cudownej wizji jego ćwiczeń.

„Tak?”

„Ty też masz piękne ciało.”

Uśmiechnęłam się - „Dzięki, Cukiereczku, to słodkie.”

„Nie ma za co, kochanie” - powiedział ciepło - „Ale ja mówię, że masz to ciało. Masz też trzy paczki bekonu i tylko dlatego, że wczoraj usmażyłem ostatnie z otwartego, więc wcześniej miałaś trzy i pół.”

„To prawda” - potwierdziłam, tak jakby posiadanie czterech paczek bekonu (i zanotowałam sobie w pamięci kolejną notatkę na liście zakupów, że o jedno spadło) było najbardziej naturalną rzeczą na świecie.

Ponieważ to było.

„I nie ćwiczysz?” - zapytał, po czym dodał, ściskając mnie ramionami - „Codziennie?”

„Rozbieram się. Potem ćwiczę striptiz. Potem pomagam innym dziewczynom ćwiczyć striptiz, robiąc to, pokazuję im dobre ruchy” - Przerwałam, zanim skończyłam - „I chodzę energicznie.”

„Ach” - mruknął.

„Muszę też jeździć wokół tych balonów” - podzieliłam się, decydując się nie odrywać ramienia od niego (ponieważ podobały mi się moje ramiona wokół niego), aby wskazać na wspomniane balony, których nie mógł przegapić, ponieważ leżał na nich - „A to spala trochę kalorii, wierz mi.”

Nadal mruczał, a jego oczy wciąż migotały, kiedy powiedział - „Założę się”.

Wtedy zdecydowałam się zdjąć rękę z jego ramienia, ale tylko po to, żeby położyć dłoń na jego szczęce i pocierać kciukiem ciemny zarost na jego policzku.

Zazgrzytał o opuszkę mojego kciuka i był przyjemny.

Naprawdę miły.

I patrzyłam, jak błysk w jego oku znika, ale tylko po to, żeby mogło go zastąpić coś, co równie mi się podobało.

Robiłam to kciukiem, mówiąc cicho - „Potrzebuję aspiryny, kochanie. Przyniosłam sobie małego kaca zeszłej nocy i wszystko jest w porządku, kiedy wyglądasz gorąco na mojej kanapie i jesteś gorący, kiedy mnie całujesz, a potem jesteś słodki, kiedy mówisz o naleśnikach. Ale to znowu się osiedla, więc muszę coś z tym zrobić, a potem nakarmić mojego przystojnego faceta.”

„Masz dodatkową szczoteczkę do zębów?”

Przewróciłam oczami, by przez sekundę przyjrzeć się mojej grzywce, gdy w myślach zrewidowałam szuflady w łazience, a potem spojrzałam na niego ponownie i powiedziałam - „Tak”

„Rozumiem. Przyniosę ci wodę i aspirynę. Wtedy możesz zacząć gotować.”

Uśmiechnęłam się do niego.

„Umowa.”

*****

Siedzieliśmy przy mojej jadalni i ładowałam naleśniki, wyobrażając sobie stół w jadalni, który zamierzałam kupić, kiedy dostanę swoje nowe miejsce (starając się nie wyobrazić sobie, jak wyglądają ramiona Marcusa pod koszulą, którą nałożył z powrotem - był w tej koszuli w porządku - bez niej był lepszy).

Marcus też ładował naleśniki.

Chociaż robił to bardziej z klasą.

„Jak zyskałeś klasę?” - zapytałam.

„Przepraszam?” - zapytał z powrotem.

Okrążałam widelec kawałkiem naleśników kapiąc na niego syropem.

„Powiedziałeś, że nie miałeś zbyt wiele dorastając. Twój tatuś grał na konikach. Twoja siostra była striptizerką. Ale wyglądasz i zachowujesz się jak Kennedy, tylko że jesteś gorętszy i nie zapominasz, jak wymawiać swoje R.”

„Kiedy miałem czternaście lat, dostałem pracę w country klubie, żeby pomóc mojej siostrze” - powiedział.

Skłoniłam głowę.

„Niektórzy dorośli byli w porządku. Reszta zachowywała się, jakbym nie istniał. Dzieci były dupkami.”

„Nie mam wątpliwości” - mruknęłam, obserwując go jak jastrząb.

„Należę teraz do tego country klubu.”

Jego słowa w bardzo radosny sposób trafiły mnie prosto w pierś. Naprawdę powoli, poczułam uśmiech rozszerzający się na mojej twarzy.

„Wiedziałeś, czego chcesz, więc sprawiłeś, że to się stało”

Kiwnął głową - „Dokładnie.”

Podjęłam decyzję.

Bałam się tego śmiertelnie.

Ale udało mi się i podzieliłam się tym z Marcusem.

Nadszedł czas, aby przejść do ważnych spraw.

„Chcesz dzieci, Cukiereczku?” - zapytałam cicho.

„Tak.”

Wypuściłam oddech, którego nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymałam, po tym, jak zadałam moje pytanie i zanim zadałam kolejne.

„Ile?”

„Tyle, ile pozwoli mi zrobić moja żona.”

Doskonała odpowiedź.

„Chcesz dzieci, Daisy?”

„Tak.”

„Ile?”

„Tyle, ile pozwoli mi zrobić mój mężczyzna.”

Siedzieliśmy tam, nie jedząc, po prostu wpatrując się w siebie.

Przerwałam ciszę, okazując mu szczerość - „Tylko mówię, kochanie, to spowolnienie nie jest naprawdę łatwe.”

Oczy mu się rozgrzały, ale twarz złagodniała.

„Pozwól mi się tobą zająć” - szepnął.

Nie wiedziałam.

Nie mogłam nadążyć.

Dał mi tego dużo.

Ale w tamtej chwili te słowa były najsłodsze, jakie Marcus kiedykolwiek mi dał.

Zacisnęłam usta, wykręciłam je i przytaknęłam.

„Podoba mi się, że nie chcesz powoli, ale potrzebujesz tego, kochanie” - ciągnął.

Prawdopodobnie miał co do tego rację, nawet jeśli po tym pocałunku na mojej kanapie tego ranka chciałam, żeby się mylił.

Nie zaoferowałam mu tych myśli.

Po prostu kiwałam głową.

„Kolacja dziś wieczorem, w moim domu” - zarządził. Jego usta lekko się uniosły - „Ponieważ to mój dom, ja gotuję dla ciebie, kochanie” - Wykrzywienie ust zniknęło, gdy jego ton stał się mocniejszy - „I chcę, żebyś przyniosła torbę, ale ja śpię w pokoju gościnnym, a nie ty.”

Co mogłabym zrobić?

Podjęłam decyzję. A Marcus znał tę decyzję.

Z drugiej strony był to jego dom.

Może któregoś dnia (miałam nadzieję, proszę Boga, czy miałam nadzieję) mogłabym wejść tam i zrobić to, co dobra kobieta powinna zrobić dla swojego mężczyzny, czyli gotować (i nie myślałam o tym, co miał Marcus i jego sześciopak w jego lodówce - byłam z Południa, mogłabym zjeść truskawkę, gdyby była na dnie kieliszka od szampana, i kilka brukselek, gdyby były pokryte tłuszczem z bekonu, ale to wszystko).

Ale wtedy miałam jeden wybór.

I choć raz w życiu był to dobry wybór.

Więc znowu skinęłam głową.

„Jedz” - polecił - „Muszę iść do pracy.”

Po prostu kiwałam głową.

Posłał mi słodki uśmiech.

A potem oboje jedliśmy.

 


 

5 komentarzy:

  1. Jaka szkoda, że nie mieli tych dzieci. 😔 Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Kazdy rozdział dobija mnie swoją słodyczą 😍 tez ubolewam nad faktem braku dzieci 😢 Dziękuję ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo...uwielbiam ich

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej dziewczynie dużo dobrych rzeczy tak po prostu się należy.

    OdpowiedzUsuń