ROZDZIAŁ VIII
Jak sen
Daisy
Tego wieczoru
siedziałam obok Marcusa w tylnej części jego wielkiej limuzyny, Ronald
prowadził (znowu w okularach przeciwsłonecznych, poważnie, zapadła noc i w
ogóle!), Brady siedział obok niego z przodu, Marcus obok mnie ze swoim bawiąc
się moimi palcami na jego udzie.
Rozmawiał przez
telefon.
Było zaskoczeniem,
że to Brady, a nie Marcus, przyprowadził mnie od moich drzwi, zabierając moją
torbę, a także kładąc dłoń na moich plecach, kiedy odprowadzał mnie do
samochodu.
Kiedy Brady otworzył drzwi, żeby mnie wpuścić,
Marcus rozmawiał przez telefon, ale jego wzrok był skierowany na mnie. Jednak w
chwili, gdy usiadłem obok niego, wymamrotał do swojej komórki - „Potrzebuję
chwili”.
Nie czekał, aż ktokolwiek z kim rozmawiał, da
mu tę chwilę. Położył dłoń na dolnej połowie swojego telefonu, nachylił się do
mnie, musnął moje usta swoimi, a potem pochylił głowę i pocałował mnie w szyję.
Odsunął się i powiedział - „Przepraszam,
kochanie. To jest ważne. Postaram się, aby to nie trwało zbyt długo.”
Właśnie zostałam odebrana przez mężczyznę
mojego mężczyzny spod moich drzwi, przyniósł moją torbę i rycersko przyprowadził
do limuzyny, na tyłach której siedział mój mężczyzna.
Mógłby rozmawiać przez telefon godzinę lub dwie.
Po tym wszystkim i sposobie, w jaki mnie witał
i przepraszał, nie obchodziło mnie to.
Aby to zakomunikować, uśmiechnęłam się do
niego, skinęłam głową, położyłam mój tyłek w skórze i wtedy wziął moją dłoń,
przyciągnął ją do swojego uda i zaczął bawić się moimi palcami.
Pojechaliśmy z mojego budynku, który znajdował
się po wschodniej stronie Cherry Creek, obok Colorado Boulevard, do centrum
miasta.
Marcusowi zajęło tyle czasu, żeby zakończyć
rozmowę, że zamknął komórkę dopiero, gdy Ronald wcisnął kierunkowskaz i skręcił
w podziemny parking.
„Przepraszam, kochanie” - mruknął Marcus, a ja
odwróciłam się do niego - „Jaki był twój dzień?”
„Oglądałam Przeminęło Z Wiatrem, Kot Na
Gorącym Blaszanym Dachu i Smażone Zielone Pomidory, więc jestem doładowana dobrocią
Południowej Diwy.”
Uśmiechnął - „Czy to kiedykolwiek się
wyczerpuje?”
Potrząsnąłem głową (i włosami - poszłam z moim
Farrah Fawcett odwracając fale i loki, z wyjątkiem większego wyglądu), ale
powiedziałam - „Nie zamierzam ryzykować”.
Jego uśmieszek przerodził się w uśmiech.
Pociągnął mnie za rękę i przyciągnął do siebie, żeby móc dotknąć ustami mojego
czoła.
Mniej więcej w tym czasie Ronald wjechał na
miejsce i zatrzymał się, więc oderwałam oczy od cofających się ust Marcusa i
wyjrzałam przez przednią szybę.
Na betonowej ścianie przed miejscem znajdował
się duży znak z napisem ZAREZERWOWANE. PENTHOUSE.
Uch.
Penthouse?
Drzwi po mojej stronie otworzyły się i Marcus
puścił moją dłoń, położył swoją na moim biodrze i lekko pchnął, zachęcając
szeptem - „Nakarmmy cię, kochanie”.
Wysunęłam się.
To wtedy zobaczyłam przed trzema miejscami
obok limuzyny, jedno, w którym znajdował się mercedes Marcusa, drugie, które zajmował
czarny Escalade, a ponieważ Escalade był taki duży, nie widziałem, co zajmuje
kolejne, ale i tak zobaczyłam ten sam znak na ścianie, który był przed limuzyną
i innymi miejscami. Cztery miejsca parkingowe.
Całe jego.
Mój Panie.
Marcus wziął mnie za rękę i zaprowadził do
windy, która znajdowała się tuż obok
parkingu, na którym stała limuzyna.
Ale oczywiście właściciel penthouse’a miał
wszystkie najlepsze miejsca.
Przyjechała winda. Wsiedliśmy. Brady wszedł z nami.
Ronald i jego okulary przeciwsłoneczne też. I to Ronald wklepał kod na
klawiaturze windy, a następnie wcisnął przycisk z literami PH.
Stali przed nami.
Staliśmy z tyłu.
Spojrzałam na Marcusa - „Mówiłeś, że masz
mieszkanie.”
Spojrzał na mnie - „Mam”
„Mieszkanie penthouse?”
Uśmiechnął się ponownie i ścisnął moją dłoń.
„Homar, limuzyny i penthouse. Jesteś czymś,
skarbie” - mruknęłam.
„Potraktuję to jako coś dobrego” -
odpowiedział.
Spojrzałam na tyły chłopców przede mną,
stwierdzając - „Ponieważ tak to miałam na myśli, masz rację.”
W tym momencie puścił moją dłoń, ale tylko po
to, aby mógł owinąć swoją rękę wokół mojej talii i skulić mnie tak, że mój
przód był przyciśnięty do jego boku.
Spojrzałam na niego ponownie - „To długa
podróż, Cukiereczku. Twój penthouse jest na Księżycu?”
Po tych słowach wybuchnął śmiechem.
I kochałam każdą sekundę, słysząc to i
oglądając.
Niestety w środku tego pokazu otworzyły się
drzwi windy.
Weszliśmy do małego pluszowego korytarza, w
którym stał fotel i stół z lampą, nad którym znajdowało się lustro, wszystko to
z powodów, których nie znałam, ponieważ potrzebowałaś kodu, aby dostać się na
to piętro, więc podejrzewałam nikt nie wisiał tam, czekając, aż Marcus wróci do
domu.
Miał też duże, lśniące drewniane drzwi, które w
każdą stronę musiały być o kilkadziesiąt centymetrów większe od zwykłych drzwi.
Miały lśniącą mosiężną klamkę, która pasowałaby do dworku, tyle że była
bardziej odjazdowa.
Marcus zaprowadził nas do niech, ale nie
włożył klucza do drzwi. Odsunął drzwi w panelu na ścianie, którego nawet nie
zauważyłam i wprowadził kolejny kod.
Usłyszałam, że zamek się odblokowuje.
Otworzył drzwi i kazał mi przejść przez nie z
ręką za plecami, mówiąc do chłopców - „Jutro”.
„Tak, szefie” - usłyszałam głos Brady’ego.
Ronald najwyraźniej nie był wielkim gadułą,
ponieważ znowu nic nie powiedział.
„Później, chłopcy” - zawołałam, spoglądając na
nich przez ramię, gdy Marcus mnie wcisnął.
Brady uśmiechnął się do mnie. Ronald tylko
patrzył na mnie przez swoje najwyraźniej zawsze obecne okulary
przeciwsłoneczne.
Marcus zamknął drzwi.
Mój wzrok powędrował do Marcusa i zobaczyłam,
że Brady przekazał mu moją torbę.
„Czy Ronald mnie nie lubi?”
Podszedł blisko - „Ronald lubi piwo, bachory,
Bronco i cycate kobiety, ale nie w tej kolejności. Nie podzielił się, ale
gdybym musiał zgadywać, przypuszczam, że cię kocha.”
To było dobre, ale nie byłam pewna, czy to
prawda.
„Brady wydaje się przyjacielski” - zauważyłam
- „Ronald, nie tak bardzo”.
„Brady jest przyjacielski, ponieważ to część
tego, że Brady jest Brady’m. Ronald to stara szkoła i jeśli o niego chodzi, nie
płaci mu się za bycie przyjacielskim. Zwłaszcza wobec każdej kobiety, którą
zabieram na kolację lub siedzącej obok mnie w samochodzie.”
Przechyliłam głowę na bok - „Ile ich tam było?”
„Wystarczająco dużo w moim samochodzie. Zabierana
na obiad, jedna.”
Uśmiechnęłam się.
Odwzajemnił uśmiech i podszedł bliżej -
„Zamierzam się przebrać. Potem oprowadzę cię po mieszkaniu. Potem zacznę
obiad.”
„Brzmi jak plan.”
„Czuj się jak w domu” - zaprosił, podniósł
rękę, dotknął mojego nosa, po czym odwrócił się i wszedł po schodach, niosąc ze
sobą moją torbę.
Wtedy zauważyłam schody.
Zjeżdżały po łuku z boku wejścia i miały
elegancko rzeźbioną balustradę, jakiej nigdy nie widziałam. Wszystkie zwoje i
zawirowania, to było niesamowite. A stopnie schodów pokryte były grubym,
bogatym dywanem w kolorze najjaśniejszego grzyba.
Poza tym zajrzałam do sięgających od podłogi
do sufitu okien, z niezakłóconym widokiem na Front Range. Nieprzerwanym, z
wyjątkiem eleganckiej zasłony w kolorze ostrygi, odciągniętej na boki.
A w przestrzeni tuż za klatką schodową, na
lśniących parkietach, stał stół z masywnym strumieniem delikatnych kwiatów w
kolorze toffi, których nie znałam, wznoszących się z ogromnego kryształowego
wazonu. Dwa zakrzywione, eleganckie krzesła stały pod kątem do stołu bez
żadnego powodu, poza tym, że wyglądały szykownie, ponieważ nikt nie usiadłby
tam, chyba że Marcus urządziłby duże przyjęcie.
Nawet nie weszłam, a wiedziałem, że jego
miejsce nie jest klasą.
To była klasa.
Miał to wszystko.
Mógł wyjść z życia, które było bliskie nędzy i
zbudować życie, w którym to właśnie widział po powrocie do domu.
I wybrał mnie.
Mnie.
Nie tylko mnie wybrał, ale powiedział, że
czekał na mnie trzydzieści pięć lat.
Stałam więc tuż za jego drzwiami i nie czułam
się nieswojo.
Czułam się jedyny raz w moim życiu, poza
momentem, w którym przekroczyłam granice miasta Denver, jakbym była tam, gdzie
powinnam.
Nie miałam zamiaru czuć się jak w domu. Nie;
pomyślałam, że jeśli wejście było tak wspaniałe, reszta mnie oszołomiła.
I chciałam tego doświadczyć z Marcusem.
Więc nie opuściłam wejścia. Podeszłam do
okien, spojrzałam na Front Range i czekałam, aż wróci.
„Słonko, mówiłem ci, żebyś poczuła się jak w
domu.”
Odwróciłam się i zobaczyłam Marcusa
schodzącego z ostatniego stopnia schodów, ubranego w kolejną parę ładnych
dżinsów, do których miał sweter w kolorze granatu z przystojnym, męskim
kołnierzem z szalem.
„Nie chciałam doświadczać twojego miejsca bez
ciebie ze mną” - powiedziałam mu.
Coś przemknęło przez jego twarz tuż zanim wszedł
w moją przestrzeń.
Nie miałam szansy zrozumieć, co oznacza to
spojrzenie, ponieważ nanosekundę po tym, jak znalazł się w mojej przestrzeni,
byłam w jego ramionach, a on mnie całował.
I ten pocałunek był kolejnym upojnym, nieco
mniejszym niż ten, który dał mi tego ranka, widząc, jak wstaliśmy i oboje
mieliśmy na sobie więcej ubrań (no cóż, Marcus miał, ja miałem na sobie parę
wyblakłych dżinsów ze strategicznie rozmieszczonymi wytartymi łatami w cętki,
szare skórzane kowbojki na wysokim obcasie z wszytymi turkusowymi strusimi
piórami i srebrzysty sweter z odkrytymi ramionami, który cudem trzymał moje
piersi, więc nie więcej ubrań, dokładnie, po prostu większy zasięg, rodzaj).
Pocałunek wciąż był upojny.
Kiedy podniósł głowę, miałam problemy z
oddychaniem i trzymałam się jego ramion, ponieważ moje nogi osłabły.
„Chcesz wycieczkę?” - zaszeptał.
Cholera, tak, chciałam wycieczkę.
Chociaż wolałabym kolejny pocałunek.
Tym razem znowu w poziomie.
Nie udostępniłam tego.
Przytaknęłam.
Uśmiechnął się.
Potem puścił mnie, wziął mnie za rękę i
oprowadził. A po prostu powiedzmy, że miałam rację.
Wejście było czystą klasą.
Reszta była jak sen.
*****
„Kelly porządkuje mój harmonogram, więc w
przyszłym tygodniu możemy pojechać do mnie do Aspen”.
Siedziałam u jego boku przy jego imponującym
stole w jadalni, gdzie on siedział w jego szczycie, z widelcem z linguini
owiniętym wokół jego zębów, domowej roboty z maślanym, czosnkowym sosem z małż,
kapiącym z niego w połowie drogi do moich ust i spojrzałam na niego.
Było tego dużo. Nie wiedziałam, od czego
zacząć.
Zaczęłam więc od najłatwiejszej części.
„Kelly?” - zapytałam, po czym wepchnęłam
makaron do ust.
„Jest moją asystentką” - odpowiedział,
sięgając do butelki sauvignon blanc, która była w srebrnym wiaderku wypełnionym
lodem na stole (tak, Marcus miał srebrne wiaderko na winem, co sprawiło, że
pomyślałam, że może miał wszystko i nie mówiłam o gównie, które można kupić, po
prostu wszystko).
Uzupełnił moje wino, a ja poprosiłam o
następne - „Masz miejsce w Aspen?”
Odłożył butelkę z powrotem i jego oczy powędrowały
do mnie, gdy odpowiedział - „Tak”.
Zakręciłam linguini - „Co jeszcze masz?”
„Dom na plaży na Coronado. I zestaw sześciu
parceli, które kupiłem w Englewood cztery lata temu, na których znajdowały się
domy, które były w świetnej okolicy, ale nie w świetnym stanie. Kazałem je
zrównać z ziemią, a następnie posadzić kilka drzew, więc gdy nadejdzie czas, by
tam budować, będę w mieście, blisko pracy, ale będzie otaczała mnie wokół natura,
spokój, cisza i prywatność.”
Dom na plaży w Coronado.
Miło.
I cisza, spokój i prywatność.
To brzmiało naprawdę dobrze.
„Mm-hmmm” - mruknęłam do swojego linguini,
zanim włożyłam je do ust.
„Czy to cię niepokoi?”
Przeżułam, przełknęłam i odpowiedziałam -
„Dlaczego miałoby mnie to niepokoić?”
„Wydajesz się zmartwiona” - zauważył.
Położyłam widelec na talerzu i poświęciłam mu
całą swoją uwagę.
„Nie martwię się, że dowody sugerują, że
jesteś dużo bardziej dziany, niż myślałam, a myślałam, że jesteś całkiem dziany,
Cukiereczku” - powiedziałam, następnie uważnie go obserwując, kiedy mówiłam -
„Jestem zmartwiona, ponieważ chcesz mnie zabrać do Aspen w przyszłym tygodniu,
kiedy wrócę do pracy.”
Jego głowa przechyliła się trochę na bok, ale
poza tym nie wyglądał na wkurzonego.
Jednak zapytał - „Wracasz do pracy?”
„Tak.”
„Tak wcześnie?”
„To nie wcześnie, kochanie” - powiedziałam
ostrożnie - „Zanim wrócę, mnie miesiąc odkąd mam urlop.”
To sprawiło, że spojrzał na mnie przerażająco,
a jego oczy stały się twarde.
„Nie byłaś na wakacjach, Daisy.”
„Nie było mnie” - powiedziałem cicho - „A
jestem główną tancerką. Jak nie jestem na tej scenie, nie potrzebują liny na
zewnątrz, a jedyną osobą, która nie cierpi z tego powodu, jestem ja, widząc,
jak Smithie trzyma mnie na płatnym urlopie i płaci mi dużo. Ale wiesz o tym,
jestem pewna.”
Pochylił głowę i nie odrywał ode mnie wzroku.
„Wiem.”
„Muszę więc wracać do pracy” - Posłałam mu
uśmiech - „A poza tym kończą mi się filmy z Południa do obejrzenia. Divine
Secrets of the Ya-Ya Sisterhood to świetna książka, ale film jest do niczego.”
Marcus sięgnął po chleb, mrucząc -
„Porozmawiam ze Smithiem. Może poczekać tydzień, kiedy będziemy w Aspen, a
kiedy wrócimy, jeśli nadal zechcesz tańczyć, możesz wtedy wrócić.”
Nie włączyłam się do części „jeśli nadal zechcesz
tańczyć”.
Powiedziałem - „Już to zaaranżowałam ze
Smithiem, Marcus.”
Przeżuł chleb, przełknął i utkwił we mnie
wzrok - „Przearanżuję to.”
O rany.
„Dobra, Cukiereczku, żeby było jasne, to moja
praca, a Smithie jest moim szefem. Wiem, że masz udział w tym klubie, ale on jest moim szefem i załatwiliśmy
sprawę.”
„I tak jak powiedziałem, zmienię to.”
„Mam Porsche, za które muszę spłacić”.
„I jesteś na płatnym urlopie” - Potrząsnął
głową i wziął widelec - „Jest za wcześnie.”
„Słonko, muszę wrócić do życia. Miałam swój
czas. Mam swoje stokrotki. Przeszłam swój dramat. Nie mówię, że nic innego nie
wyskoczy z tym wszystkim i nie ugryzie mnie w tyłek. Będę miała swoje chwile.
Ale teraz siedzenie w domu to jedna długa chwila, która przypomina mi, że moje
życie zostało przerwane przez tego dupka.”
„Nie będziesz ze mną o tym myśleć w Aspen”.
„To prawda” - zgodziłam się - „I chcę to
zrobić, Marcus. Naprawdę. Nigdy nie byłam w Aspen i założę się, że jest
naprawdę ładne. I to słodkie, że chcesz tam spędzić ze mną czas. To po prostu
słodkie, że lubisz spędzać ze mną czas. Ale Smithie się mną opiekuje. Już czas,
żebym ja się nim zaopiekowała. Może po jakimś czasie zajmie mi to kilka dni i
będziemy mogli jechać.”
„Smithie jest w porządku, Daisy.”
„Beze mnie, Smithie traci pieniądze, Marcus.”
„Nie jest”.
„Może nie masz okazji patrzeć do ksiąg, ale
kiedy mówię, że on mi płaci, on mi płaci.”
Jego wzrok utkwił we mnie, uderzał we mnie.
„Nie. Ja to robię. Pokrywam twoją pensję,
Daisy, przez ostatnie dwa miesiące.”
„Co mówisz?” - wyszeptałam.
„Płacę twoją pensję. Smithie nie mógł sobie na
ciebie pozwolić.”
Ale utknęłam w ostatnich dwóch miesiącach.
Ostatnie dwa miesiące.
Przez ostatnie dwa miesiące, kiedy to Smithie
zabrał cały występ i jedną piosenkę z innych, i zakończył moje tańce na
kolanach, ale podniósł moją pensję tak bardzo, że oczy mi płonęły, kiedy dobrze
przyjrzałam się pierwszej wypłacie.
I…
Dwa miesiące.
Przed gwałtem.
Przed wszystkim.
„Co mówisz?” - powtórzyłam, nie szeptem, na wydechu.
„Nie chciałem, żebyś była na scenie przez
cztery występy, a te występy po trzy piosenki, zbyt długo samotne i odsłonięte.
I zdecydowanie nie chciałem, żebyś tańczyła na kolanach. Aby więc pokryć stratę
napiwków, podnieśliśmy twoją pensję, a ponieważ Smithie nie mógł tego zapłacić,
a to nie była jego decyzja, pokryłem to.”
„Nie znałeś mnie”.
„Nie. Ale wiedziałem, że chcę cię poznać.”
Gapiłam się na niego.
Potem zaczęłam - „Dlaczego nie…?”
Odcięłam się, bo nagle poczułam, że coś
utknęło mi w gardle i pomyślałam, że warto skupić się na oddychaniu.
„Daisy?”
Marcus wyglądał na zmartwionego.
Położyłam dłoń płasko na stole i przepchnęłam tę
duszącą mnie rzecz.
„To było dwa miesiące temu.”
„Kochanie …”
„Zanim dopadł mnie.”
Marcus zamarł.
Uniosłam się na dłoni, odepchnęłam siedzenie i
uniosłam się na stopy.
„Dlaczego nie przyszedłeś do mnie?” - krzyknęłam.
On też wstał ze swojego miejsca i podszedł do
mnie.
„Daisy …”
Cofnęłam się i uniosłam rękę, ale on nie
przestawał się ruszać, więc też nie zrobiłam tego, gdy warknęłam - „Nie zbliżaj
się do mnie”.
„Wiele się działo” - powiedział cicho.
„Widziałeś mnie. Wiedziałeś, że chcesz oddać
swój strzał” - syknęłam. To wszystko zbliżało się do mnie, wylewało się na mnie
jak wrzący olej - „Tamtego dnia. Tamtego dnia byłeś tam i wyszedłeś, nawet na mnie
nie patrząc. Byłeś ze Smithiem w biurze. Następnego dnia Smithie dał mi
podwyżkę. Widziałeś mnie. Wtedy wiedziałeś.”
Nadal do mnie podchodził, prześladując mnie
wokół stołu.
„Kiedy bym się zbliżył, Daisy, chciałem, aby
moja uwaga była skupiona na tobie.”
„Gdybym była kochanką Marcusa Sloana, nikt
nawet nie pomyślałby o dotykaniu mnie.”
„Nie mogłem wiedzieć, że zostaniesz zgwałcona,
kochanie.”
Potrząsnęłam głową, wciąż się cofając, podczas
gdy się zbliżał, a on mówił - „I mylisz się. Takich mężczyzn nie rozumiem, więc
nie rozumiem, jak mogą robić to, co robią, ale gdyby miał w głowie tę
potworność, wątpię, by ktokolwiek mógł go powstrzymać, nawet ja.”
To miało sens, a ja go nie potrzebowałam.
„Muszę iść” - zmusiłam się.
„To nie moja wina.”
To sprawiło, że stanęłam jak martwa. Słowa i pełen
tortury ton, jakim je wypowiedział. Kiedy zatrzymałam się, zbliżył się do mnie.
Rękoma obejmując boki mojej głowy, przytrzymał ją do tyłu i pochylił twarz do
mojej.
„To nie moja wina, kochanie. To nie jest
niczyja wina. Gdybym mógł to powstrzymać, zrobiłbym to. Gdybym mógł dokonać
cudu i cofnąć się w czasie, aby go wymazać, zrobiłbym to. Ale nie mogę. A wtedy
mogłaś być moja, ale jeśli nie miałbym powodu, by cię ochraniać, czego mogę
powiedzieć, żebym nie zrobił, nie na początku, bo mogłoby cię to zaniepokoić, a
nie zrobiłbym nic, co mogłoby cię zaniepokoić, on znalazłby sposób, by się do
ciebie dostać.”
Pokręciłam głową w jego dłoniach, po czym skinęłam
głową - „Masz rację.”
Spojrzał mi w oczy.
„Jestem… Ja… Jestem…”
„Po prostu weź oddech” - nalegał.
Zrobiłam to.
Wtedy to powiedziałam - „Przepraszam.” - wepchnęłam
głowę przez jego dłonie, żeby móc wtulić twarz w jego klatkę piersiową i
złapałam go za sweter po bokach jego talii - „Boże, tak mi przykro.”
Objął mnie ramionami, szepcząc w czubek moich
włosów - „Wszystko w porządku”.
Puściłam jego sweter, więc mogłam też go
otoczyć ramionami. Marcus trzymał mnie i ja go trzymywałam.
W końcu, wciąż w moich włosach, powiedział
cicho - „Myślę, że to jedna z tych chwil, o których mówiliśmy.”
„Tak” - mruknęłam, zawstydzona, więc
wepchnęłam twarz głębiej w jego klatkę piersiową - „Boże, tak mi przykro.”
„Nie przepraszaj.”
Odchyliłam głowę do tyłu - „To było… to było
głupie. To nie było nawet logiczne.”
„Nie ma sensu być nielogicznym. Przynajmniej przez
kolejny miesiąc lub sześć lub, biorąc pod uwagę, że jesteś kobietą, przez
kolejne siedemdziesiąt lat.”
Zmrużyłam na niego oczy. Uśmiechnął się do
mnie.
Jego uśmiech zbladł, nadal mnie badał spojrzeniem
i szepnął - „Dobrze?”
Przestałam brzydko na niego patrzeć i skinęłam
głową - „Tak kochanie.”
„Jedź ze mną do Aspen.”
„A gorący facet to wykorzystuje” - mruknąłem.
Powrócił jego uśmiech - „Nie udało mi się też
znaleźć okazji do wykorzystania, Daisy.”
Przewróciłam oczami. Potrząsnął swoją lekko. Spojrzałam
na niego.
„Aspen” - naciskał.
„Muszę zająć się Smithiem.”
Studiował mnie. Potem westchnął.
Zajęło mi to dużo czasu, ale nie uśmiechnęłam
się do swojego triumfu, po prostu poczułam, jak ogrzewa mnie głęboko w środku.
Ale spoważniałam, kiedy zapytałam - „Płacisz
mi?”
„Tak.”
„Czy to… uh, będzie kontynuowane?”
„Lubisz się rozbierać?”
„Jestem zajebista na scenie”.
Potrząsnął głową, ale zrobił to z zaciśniętymi
ustami, trzymając mnie mocno - „Więc tak, będzie trwać tak długo, jak zechcesz
być na tej scenie.”
„Kołysałam prywatnym tańcem, Cukiereczku, ale
nie mogę powiedzieć, że były to moje ulubione rzeczy. Znajdowały się tuż
poniżej wypalania mi oczu rozgrzanym do czerwoności pogrzebaczem, wyrywania
paznokci i naprawdę kiepskiego dnia z włosami.”
Zaczął chichotać. Wyglądał z tym dobrze, ale
się nie przyłączyłam.
Kiedy Marcus zauważył moją powagę, otrzeźwił i
zapytał - „Co?”
„Nie ma nic, czym mogłabym kiedykolwiek …”
Puścił mnie jedną ręką, żeby przyłożyć dwa
palce do ust.
Kiedy się zamknęłam, zabrał swoje palce i
powiedział - „Czegoś jeszcze nauczyła mnie moja siostra. Nie mrugniesz, gdy dajesz,
jeśli możesz dać komuś na kim ci zależy, coś, czego potrzebuje lub chce. Bez
względu na to, jak głęboko to tnie, ile kosztuje, jak wysoka może być cena w
inny sposób. To zaszczyt i błogosławieństwo. Więc danie ci tego, co mogę ci
dać, oznacza, że jestem zaszczycony i błogosławiony, Daisy. Proszę, nie
odbieraj mi tego.”
Spojrzałam na niego, myśląc, że Marcus Sloan
nie jest jak sen.
Był snem.
I myśląc to, wypaliłam - „Panna Annamae by cię
kochała.”
Znowu coś nowego poruszyło się po jego twarzy
i wstrzymałam oddech na widok jego blasku.
„Uważaj, się za spłaconą” - szepnął.
Lord.
On.
Mnie.
Zabijał.
„O mój Boże!” - warknęłam - „Sprawisz, że znowu będę płakać.”
„Płacz nad swoim linguini, kochanie, robi się
zimne” - odpowiedział, przyciągając mnie do siebie i prowadząc z powrotem na
moje krzesło.
Ja usiadłam.
On usiadł.
Potem narzekałam - „Kto by pomyślał, że jakiś
dupek zdradzający lub obijający mnie będzie łatwiejszy do zniesienia niż jakiś
gorący facet, który będzie zaszczycony
i błogosławiony rozpieszczając i psując
mnie.”
„Przyzwyczaisz się” - mruknął Marcus do
swojego linguini.
Gapiłam się na jego ciemną głowę pochyloną nad
jego talerzem wraz z uczuciem kurczenia się mojego serca.
Uniósł głowę, przełknął i zapytał - „Co?”
„Nie wiem, czy rzucić w ciebie czymś, czy
skoczyć na ciebie.”
Wyszczerzył się w paskudnym uśmiechu, który
sprawił, że moja piczka zaczęła bzyczeć - „Robimy to powoli, pamiętasz?”
„Tak. Dobrze. Wspaniale.”
Wciąż się uśmiechał, a bzyczenie stawało się
silniejsze.
„Przestań mnie podniecać” - ostrzegłam.
„Przestań być słodka” - odpalił.
Pokazałam mu język.
Patrzył na to, a potem spojrzał mi w oczy -
„To nie zadziałało.”
„Nieważne” - wymamrotałam, złapałam chleb i
odgryzłam duży kawałek.
Marcus wybuchnął śmiechem.
I kochałam ten dźwięk.
Nieważne!
*****
Marcus oderwał usta od moich ust, oparł czoło
o moje i wyszeptał z trudem - „Chryste”.
Stałam przyciśnięta do framugi drzwi jego
sypialni, moja pierś falowała, ocierając się o jego, co powodowało mrowienie w
moich sutkach (lub zwiększanie ich mrowienia). Moje palce również ściskały tył
jego swetra w sposób, który z pewnością zniekształciłby go na zawsze.
To był wspaniały sweter. Byłoby szkoda.
Po prostu nie mogłam znaleźć tego we mnie w
tej chwili, żeby się tym przejmować.
To był czas iść spać.
I Marcus zaprowadził mnie do swojej sypialni,
w której miałam spać (i nie chciał słuchać, żebym ja mogła wziąć pokój gościnny
(nie miał jednego, jak powiedział, miał trzy), więc się zamknęłam) i właśnie
pocałował mnie na dobranoc, który doprowadził do kolejnego, który doprowadził
do kolejnego pocałunku z języczkiem w jego drzwiach.
Miał jedną rękę owiniętą wokół mojej szyi, a
drugą zaciśniętą na framudze nad moją głową.
Jego uścisk i pozy były gorące.
Więc nie czułam się chętna do zwolnienia.
W ogóle.
„Myślę, że może moglibyśmy …” - zaczęłam.
Uniósł swoje czoło z mojego i odciął mnie.
„Musimy nad tym pracować”.
„Jestem gotowa na więcej pracy nad tym” -
podzieliłam się z nim zdyszanym głosem.
Zdjął rękę z framugi i przesunął palcami po
mojej szczęce.
„Nie utrudniaj tego” - rozkazał delikatnie.
Chciałam zrobić coś trudniejszego.
Aby to zakomunikować, odpowiedziałam - „Znam
sposoby, aby to znacznie ułatwić.”
„Daisy, kochanie, zgubiłaś to podczas kolacji.”
Cholera.
„Musimy do tego dojść” - powtórzył.
On miał rację.
I to śmierdziało.
„W porządku” - burknęłam.
„W porządku” - odpowiedział słodko.
„Czy możemy zawrzeć umowę, że jeśli będę miała
czterdzieści osiem godzin bez dramatów, rozważysz przelecenie mnie?”
Uśmiechnął się do mnie - „Kochanie, nigdy cię
nie przelecę. To, co zamierzamy zrobić, nie będzie obejmowało przelatywania.”
Nie wiedziałam, co o tym myśleć.
„Co będziemy robić?” - zapytałam, żeby go nie denerwować
(w ten sposób lub w jakikolwiek inny sposób).
Byłam ciekawa.
„Nie będziemy się przelatywać."
„Okej, więc co zrobimy?”
„Przelatujesz kogoś, komu dajesz złotą
bransoletkę, żeby się pożegnać, kiedy stracisz zainteresowanie jej przelatywaniem.
Mężczyzna, którym jestem, nie przelatuje kobiety takiej jak ty.”
O Panie.
Jego brwi złączyły się, gdy obserwował moją
twarz - „Znowu będziesz płakać?”
„Nie” - warknąłem, chociaż czułam się blisko.
Więc potrzebowałam odwrotu - „Idź stąd. Muszę wczołgać się do twojego ogromnego
łóżka, wąchać cię na twoich prześcieradłach i walczyć z pragnieniem, byś
pozwolił, by to ja włożyła kulę w
czoło tego osiołka.”
„To się nie wydarzy”.
Zamrugałam, słysząc nagłą zmianę tonu jego
głosu. To nie było tylko mocne. To była stalowa krata przeciwko stali.
„Tylko żartowałam” - powiedziałam ostrożnie.
„Cóż, ja nie. Robię co robię. Mam inne problemy,
które rozwijam wraz z tymi, o których nie wiesz, o których nigdy się nie
dowiesz, ale wiedz, że są. Robię to, aby zapewnić przyszłość, którą zamierzam
mieć. Tym jest ta część mojego życia, w której będziesz mieć swoje miejsce.
Jedyna część. Jak tamto będzie zrobione, ty będziesz żyła w świetle. Nigdy nie
umieszczę cię w ciemności.”
„Dobrze, Cukiereczku ”- uspokoiłam, bo
potrzebowałam uspokojenia. Iskry wylatujące z jego stali paliły mnie.
Ciepło zniknęło z jego spojrzenia, pochylił
się i dotknął ustami moich, a potem ścisnął moją szyję.
Zrobił to wszystko tuż przed tym, jak nie zagrał
fair.
„A teraz idź do łóżka, mała. A jeśli zrobisz
coś owinięta w moje prześcieradła, co bardzo by mi się podobało, ale teraz, jak
wiem, że to zrobisz, to mnie zabija, proszę, bądź cicho. Ja zamierzam być.”
Moje oczy zrobiły się wielkie.
Jego stał się bezbożne.
Potem ponownie dotknął ustami moich, nie
spieszył się, przeciągając dłonią z mojej szyi, tak że jego palce przeszły
przez moje włosy, zanim odsunął się i odszedł, nie oglądając się za siebie.
Mimo to patrzyłam, aż zniknął za drzwiami w
korytarzu.
Okej, będę szczera.
Patrzyłam na jego tyłek, dopóki nie zniknął za
drzwiami w korytarzu.
Ale było też trochę ramion do oglądania.
Zamknęłam drzwi do jego pokoju, przygotowałam
się do łóżka i po raz pierwszy, odkąd to, to mi się przydarzyło, zająłem się sobą
zawinięta w prześcieradła Marcusa.
I naprawdę, kto mógłby mnie winić?
Nie wspominając o tym, że całkowicie mnie
zagruntował, więc było super.
Ani razu nie pomyślałam o tym, co mi się
przydarzyło.
O nie.
Po tym, jak zajęłam się sobą tak cicho, jak
tylko mogłam, przewróciłam się, powąchałam Marcusa, zamknęłam oczy z uśmiechem
na twarzy i spałam jak dziecko.
Cudowni❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤ chyba każdy kocha tę parę! 😍
OdpowiedzUsuń